Minimalizm bez zażenowania 

[ROZMOWA Laury Lenkiewicz]

“Ja kompletnie nie mam ambicji zmiany świata” – mówi poetka Natalia Malek, absolwentka gdyńskiej Trójki i najmłodsza w historii nominowana do Nagrody Literackiej Gdynia.

 

Laura Lenkiewicz: Osoby po studiach humanistycznych spotyka się za ladą w McDonaldzie. Humanista równa się głupek, nie dostał się na wymarzoną medycynę, czy inny mądry kierunek i idzie na anglistykę, na której i tak nic się nie robi, tak jak na przykład Pani.

Natalia Malek: Oczywiście veto. To nie jest prawda i jest to dość dziwny stereotyp, może trochę autostereotyp, ale nieznajdujący żadnego pokrycia w rzeczywistości. W ogóle niedotyczący ludzi
z głębszą pasją do czegokolwiek. Wydaje mi się też, że w Trójce raczej nie było osób, które nie miały żadnego pomysłu na siebie. Posiadanie owego pomysłu ratuje przed różnymi potknięciami, łącznie
z ladą w McDonaldzie. A przynajmniej tak wynika z mojego doświadczenia, bo nie znam ani jednej osoby, która by się trudniła taką pracą. Oczywiście, jest też kwestia dobrego startu, dobrego uniwersytetu, ale jeśli chodzi o Trójkę, ta kwestia właściwie nie istnieje.

No i jeszcze jedno. Na anglistyce bardzo dużo się czyta. Chciałam powiedzieć, że na pierwszym roku  dziewiętnastoletnim studentom wykłada się historię literatury angielskiej i amerykańskiej. Człowiek czyta tysiąc stron tygodniowo.


“Jestem bardzo optymistyczna, jeżeli chodzi o możliwości poezji.”


 

LL: A czy to nie jest tak, że jest o wiele mniej możliwości dla osób z humanistycznymi zainteresowaniami, że mamy konkursy dla młodych naukowców, obozy dla biologów, warsztaty dla informatyków. Czy szkoła nie daje możliwości humanistom? Czy jest ona w stanie nauczyć nas czegokolwiek z jedną godziną wiedzy o kulturze w liceum tygodniowo, czy może takie „podstawy” powinniśmy wynieść z domu?

NM: Nie, wydaje mi się, że niekoniecznie. Na pewno trochę wynosimy z domu, bo przychodząc do szkoły w tym wieku, będąc de facto dorosłymi ludźmi, trudno mówić o jakimś niezwykłym wychowawczym wpływie szkoły. Część umiejętności pojmowanych praktycznie, kształci się po prostu samemu, czyli na przykład umiejętność szybkiego czytania, kojarzenia faktów albo umiejętność pisania. Rozwija się je samodzielnie, po prostu za pomocą lektur, dużej ilości czytania. Do tego nie jest potrzebne laboratorium czy też rzutnik. O ile wiedza o kulturze nie była moim szczytem osiągnięć edukacyjnych, o tyle są już takie ciekawe przedmioty, jak retoryka, czy historia sztuki. Są to przedmioty, które można  bez problemu rozwijać w grupie, a przy okazji są okazją do rozwijania swoich zainteresowań, dostarczają wiedzy niezwykle przydatnej w przyszłości. Jeśli chodzi o możliwości, na przykład w kontekście konkursów zawsze przecież można zacząć pisać samodzielnie i brać udział w konkursach, których jest bardzo dużo, w konkursach na recenzję, na esej, opowiadanie, czy też wiersz. Tego ostatniego akurat nie polecam.

LL: Dlaczego?

NM: A to taki żarcik, bo jest ich po prostu bardzo, bardzo, bardzo dużo. Dla niektórych osób takie konkursy stanowią po prostu źródło dochodu. Mówię całkiem poważnie. Są takie osoby, które żyją
z tego, że piszą i wygrywają takie konkursy. Nie jest to niestety pisarstwo zbyt dużej wartości artystycznej i w tym sensie ono nigdy nie będzie niczym więcej, jak źródłem zarobku. Jeśli ktoś chce na poważnie traktować swoją karierę pisarską, to musi podchodzić do nich albo nieambicjonalnie, albo po prostu nie brać w nich udziału.

LL: Czyli chce pani powiedzieć, że takie konkursy są tendencyjne, nie dążą do odkrywania twórczości o wysokiej wartości literackiej?

NM: Myślę, że nie ma, co w nie za bardzo wierzyć po prostu.

4421317209_01540a79c0_o.jpg
fot. Kamil Porembiński, CC BY SA 2.0
LL: Często spotykam się z opinią, że wiersze to smuty, bezładne słowa, chodzenie do muzeum to powłóczenie nogami od sali do sali tylko, żeby ta udręka się skończyła. Pewnie myśli pani, że przesadzam, ale tak, niestety, jest. Byłam na kilku seansach podczas Festiwalu Filmowego w Gdyni, zobaczyłam może kilka osób w moim wieku i to nie tak, że oni nie mają czasu. Po prostu to dla nich bez sensu. Czy współczesna niechęć do kultury to wina odgórnego zakładania, że jej poznawanie jest beznadziejnie nudne?

NM: Pewnie trochę masz rację, ale z drugiej też strony, wydaje mi się, że w tym wieku trzeba po prostu załatwić dużo innych rzeczy, dużo innych spraw, kwestii życiowych i dlatego może ludzie są bardziej zajęci swoim życiem prywatnym, niż intelektualnym, czy tam artystycznym. Ale jest też taka kwestia, że w Warszawie na przykład, jeśli pomyślimy sobie o instytucjach sztuki, mówię tutaj o sztukach wizualnych, to  bardzo dużo jest tam młodzieży licealnej. Z tego względu, że jest to po prostu ładne, ja też trochę o nich mówię seksowne i w  tym sensie, ze nowoczesna instytucja ma bardzo ciekawe rzeczy w swoim programie. Ale tak jak mówię, żeby o tym się przekonać, to trzeba wyjść z tego swojego kręgu problemów prywatnych, życia osobistego, co w tym wieku nie zawsze jest możliwe. Ale kiedy jest i kiedy człowiek się przekonuje, że kino czy literatura są po prostu świetną rozrywką, to wtedy zostaje przy tym na zawsze i nie rezygnuje z uczestnictwa w życiu kulturalnym.

LL: Nie maluje pani tak czarnego scenariusza, jak większość. Uważa pani, że jest jednak jakaś, nazwijmy to szumnie, nadzieja?

NM: Ojej, no tak, ja jestem optymistką. Zresztą muszę nią być z tego względu, że ja sama byłam żywym przykładem na utalentowaną, zainteresowaną kulturą młodzież. Powiedziałabym nawet, ze nadal funkcjonuję, jako to najmłodsze pokolenie. Zresztą w Gdyni też byłam najmłodszą nominowaną w historii.

LL: Z czego żyje ten nasz biedny humanista?

NM: Jeśli chodzi o pracę, tutaj też trzeba sobie powiedzieć wprost, że niestety, ale sukces ekonomiczny czy materialny nie będzie naszym udziałem. Może też część mojego optymizmu wynika po prostu
z tego, że ja się już z tym pogodziłam. Jest we mnie zgoda na to, że za cenę ciekawego życia intelektualnego, emocjonalnego, czy artystycznego muszę zrezygnować z komfortu bytowego, z części wygód, za jakie płaci się wolnością osobistą albo czasem.

LL: Jak żyje pisarz? Czy pisarz siedzi w domu, zamknięty w czterech ścianach i nieustannie pisze?

NM: Często tak. Często jest to bardzo nieatrakcyjne i w ogóle nie ma w tym nic fajnego. Prawda jest taka, że musi być taki moment pracy, czy to poetyckiej, czy to prozatorskiej, który polega po prostu na siedzeniu i pisaniu. Można to robić w piżamie, nie wychodząc z łóżka przez kilka godzin lub dni. Chyba jest to nie do przeskoczenia. Potem robi się już ciekawiej, bo kiedy skończy się praca stricte pisarska, to zaczyna się drugie życie, czyli spotkania autorskie, czytania, wywiady, czekanie na recenzje, festiwale literackie. To wtedy jest już bardzo przyjemne, to już jest wydarzenie towarzyskie  i wtedy na pewno jest przyjemniej, ale niestety, drogą do tego jest praca. Jest to moment samotności. Większość ludzi musi być wtedy sama, część rezygnuje z rodziny i to nie wygląda często kolorowo.

19328033759_65777c360c_k
fot. Danny Ryder, CC BY SA 2.0

LL: Mało w Pani wierszach bezpośrednich opisów przeżyć. Czasami mam wrażenie, że zwyczajnie obserwuję świat oczami podmiotu lirycznego, ale chłodno mi trochę, tak nie… polsko. Gdzie ta cała idea romantyzmu?

NM: (śmiech) No, to prawda. Ja jestem zwolenniczką tego chłodu obiektywistycznego i bardzo bliska jest mi, teraz już trochę anachroniczna, ale swego czasu ciekawa poetyka minimalizmu, którą jednak staram się jakoś odczarowywać i robić po swojemu. Nie interesuje mnie za bardzo tradycja romantyczna i ma to pewnie związek z moim wykształceniem, bo jestem anglistką i nie przydarzyło mi się nigdy zafascynować romantyzmem europejskim, co najwyżej amerykańskim, który był kompletnie inny. Właśnie przez to nie zdarza mi się wpadać w tę konwencję, o której mówi Agata Bielik-Robson (przewodnicząca kapituły Nagrody Literackiej Gdynia): “jest to pewna konwencja sylwiczno-liryczna, w której zostaje silnie wyeksponowane <<ja>>.” Dla mnie ciekawe jest odejście od tego. Jednym
z powodów może być również moja mała przygoda z buddyzmem, która w dużym stopniu ukształtowała moje aktualne spojrzenie na świat.

LL: Brak w Pani wierszach rozbudowanych porównań, patosu, wielkich słów. To znaczy, że mniej w poezji znaczy lepiej? Czy surowość stylu pozwala ukazać inne rzeczy, inne aspekty pewnych tematów?

NM: Dobre pytanie. Dla mnie tak. Z drugiej strony, to jest tylko styl, to jest pewna estetyka, która jest mi bliska, poprzez którą mogę się jakoś połączyć z różnymi treściami. W tym sensie nie wydaje mi się, żeby to miało aż taki wymiar poznawczy, żeby ta estetyka umożliwiała zobaczenie czegoś. Ona bardziej umożliwia mi mówienie o czymś, o czym chcę powiedzieć bez uczucia zażenowania
i z poczuciem kontroli nad tym, co się dzieje. Mi akurat ten styl minimalistyczny pomaga. Nie wiem, czy jest on potrzebny czytelnikowi. On jest mi potrzebny do tego, żeby móc robić rzeczy dalej, czyli na przykład poruszać jakiś problem, który mnie zajmuje. Często są to problemy związane z trudnymi tematami, bo mnie zajmują również kwestie związane z relacjami władzy, o których ciężko się mówi językiem bezpośrednim, bo wtedy wpada się w publicystykę.

LL: Czy nie wydaje się pani czasami, że wszystko w poezji zostało już powiedziane? Czy nie sprowadza się ona do ciągłego powtarzania tych samych motywów, symboli, toposów?

NM: Ja jestem za młoda na takie pesymizmy. Nie, nie, nie. Ja jestem bardzo optymistyczna, jeżeli chodzi o możliwości poezji. Ona w ogóle wydaje mi się obiecywać najwięcej. Trochę bardziej jestem sceptyczna, jeżeli chodzi o możliwości prozy lub sztuk wizualnych. Tak, ale poezja…Właśnie dlatego, ja się w ogóle zaczęłam nią zajmować. Ona zawsze obiecywała mi możliwość czegoś oryginalnego. Nawet jeśli była pewną grą konwencjami, odnosiła się lub przetwarzała starsze motywy, to w ożywczy sposób. Ja najpierw byłam taką zachwyconą czytelniczką, a dopiero potem uświadomiłam sobie, że mój zachwyt można przekuwać w tekst.


“ [moje słowa] mogą być przyczyną cudzej myśli, a to jest bardzo duże.”


 

LL: Pisząc, nie ma Pani wrażenia, że pisze Pani trochę w próżnię? Czy pisanie jest jedynie wewnętrzną potrzebą, czy sposobem komunikowania się ze światem i swoimi odbiorcami?

NM: Oczywiście, że nie. Jestem zwolenniczką teorii niewidzialnego czytelnika. Zawsze mam na myśli konkretną osobę, do której mówię. W ogóle nie wierzę w terapeutyczną moc tekstu literackiego, choć są ludzie, którzy oczywiście uważają, że ona istnieje. Mi się wydaje, że sensowna twórczość literacka jest po prostu chęcią porozmawiania. Tylko wynika też z tego, że prawdopodobnie człowiek, który zaczyna pisać, nie do końca umie rozmawiać i woli prowadzić rozmowę na własnych zasadach. Wobec czego odbiorca, do którego mówi, jest milczący, bo jest w jej głowie.

LL: Czyli nie bardzo umie pani rozmawiać z ludźmi?

NM: Oczywiście, chciałabym myśleć, że na żywo wspaniale umiem rozmawiać. No, ale myślę, że dowody mogą być inne.

LL: Czy nie myśli Pani nigdy, że swoimi słowami może coś zmienić? Czy w tych czasach w ogóle jest możliwe to, że poeta może zmieniać świat?

NM: Nie, ja kompletnie nie mam ambicji zmiany świata. Myślę, że większość ludzi, większość zdrowych ludzi nie powinna mieć takiej ambicji, bo jest to ambicja związana z chęcią władzy, z którą ja z kolei walczę w sposób świadomy. Jeśli bym miała dawać jakieś credo, to powiedziałabym, że nie chodzi mi o zmianę świata, tylko o wydobycie jakiejś myśli, która może być gdzieś ukryta, która najpewniej też nie jest jakoś niesamowicie oryginalna, którą przeczuwają na poziomie intuicji również inne osoby. Moją jedyną ambicją jest jej wydobycie na powierzchnię za pomocą słowa, a co się dalej
z tym stanie, to już jest otwarte.

LL: To znaczy?

NM: Czy ktoś to weźmie, jak Hitler Wagnera, czy to zapoczątkuje rozpad czyjegoś związku, czy coś innego.

LL: Czyli jednak wierzy Pani, że Pani słowa mają moc, mogą być przyczyną czegoś wielkiego?

NM: Mogą być przyczyną cudzej myśli, a to jest bardzo duże. Każdy czytelnik po przeczytaniu na pewno będzie miał jakieś przemyślenia. Chyba, że się zatrzyma na kwestii stylu, powie: „tego się nie da czytać” i odmówi myślenia. W każdym innym wypadku coś się zadzieje, powstaną jakieś przemyślenia w drugim człowieku i to jest właśnie moją ambicją. Jest to jedyną rzeczą, która może się wydarzyć i która może być celem tego wszystkiego. Jakoś obce jest mi myślenie o zmianie świata, bo
z drugiej strony, gdybym chciała to zrobić, to prawdopodobnie nie za pomocą pisania, a jakiegoś innego działania, zapewne politycznego.

LL: “Przetrwają najwrażliwsi”…?

NM: Ten tytuł jest ironiczny. Historia powstania tego tekstu jest dość smutna, to znaczy wiąże się
z moim epizodem depresyjnym, który nie miał najładniejszej postaci. Tytuł jest ironiczny, ale z drugiej strony jest to tekst o tym, że w jakimś sensie, tylko najwrażliwsi, czyli ci, którzy nie mają wyboru, nie potrafią już sobie poradzić ze swoją wrażliwością, są w stanie ocalić nie tylko literaturę, sztukę, ale też cząstkę życia. Przez tę swoją nieumiejętność uporządkowania się, w gruncie rzeczy wygrywają. Wygrywają w ten sposób, że żyją po swojemu, nie poddają się presjom społecznym, dyktatowi rodziny. Oczywiście, nie robią też tego do końca z własnej woli, to nie jest do końca świadome. Oni po prostu, niestety, są tacy, a nie inni. Nie mają żadnej innej drogi, ale nie ulegają. Nie ulegają, bo nie mogą, ale sprawia to też to, że żyją po swojemu, to daje im przestrzeń wolności. O tym właśnie jest ten tekst.

LL: Pani żyje po swojemu?

NM: Staram się, chociaż zdarza mi się zagalopować i ulec, przejmować się presją społeczną albo kwestiami życiowymi, którymi w gruncie rzeczy nie powinnam się przejmować, bo one koniec końców wszystkie rozwiążą się same, bez mojego udziału.

LL: Nie ma wyjścia z nadwrażliwości? To nie są przypadkiem słowa i poezja?

NM: Nie, to już chyba musiałyby być leki. (śmiech)

Skończmy czymś optymistycznym. Albo coś dopiszemy potem…

Ja mam skłonności do pesymizmu, dlatego chciałabym wszystko kończyć optymistycznie.

Tekst po raz pierwszy wydrukowany w wydaniu 1 #magazynutrójki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s