Pogodzić klucz z resztą

[WYWIAD]

Dyrektor Gdyńskiej Trójki, Wiesław Kosakowski, o tym, czy likwidacja matury przysłużyłaby się szkole, co powinniśmy czerpać ze szkolnictwa skandynawskiego i na czym polegają dzisiaj nowoczesne metody nauczania.

Dominika Sobieraj: Odwołując się do wyników ubiegłorocznej matury, czy jest pan – szczerze – zadowolony z jej wyników?
Wiesław Kosakowski: Tak. Z informacji, które do mnie dotarły wynika, że absolwenci, którzy zamierzali dostać się na daną uczelnię – czy też kierunek, spełnili swój zamiar. Zatem liczba punktów uzyskanych na egzaminie maturalnym, krajowym lub międzynarodowym, przełożyła się na to, iż dostali się na studia i kierunki, które dużo wcześniej, nawet przed maturą, wybrali.

Warto dodać, że wyniki z matury trudno analizować, gdy są wyrwane z kontekstu. Jeżeli ktoś planował dostać się na SGH i dostał się na SGH, jest z tego zadowolony bez względu na to, czy dostał 100% z matematyki i geografii, czy 75% z obu przedmiotów (w zależności od tego, która liczba jest kwalifikująca). Poza tym, w jednym roku trzeba mieć 90% np. z geografii, żeby dostać się na SGH, na medycynę – z biologii i z chemii – trochę mniej. Wszystko zależy od tego, jaka jest populacja i skala trudności. To samo odnosi się do wyników matury międzynarodowej oraz uczelni zagranicznych.

Czyli ważne, że cel uczniów został osiągnięty?
Tak. Mam nadzieję, że dostali się tam, gdzie planowali. Chociaż bywa też tak, że uczniowie po roku zmieniają zainteresowania i dalsze kierunki studiów. W każdym razie, lepiej zmienić studia na pierwszym roku studiów, niż na przykład po czterech latach ciężkiej pracy na uczelni medycznej uświadomić sobie, że leczenie ludzi nie jest właściwym wyborem. Ważne jest również, żeby wybierając przedmioty, tak jak obecnie klasy maturalne – chociaż w tych klasach to już za późno na wybór – zdecydować o wyborze przedmiotów maturalnych z uwzględnieniem planowanego kierunku studiów. Trzeba dobrze zaplanować, rozważyć, co się chce robić po szkole maturalnej. Czy podejmujemy studia dla przyjemności intelektualnej – a przyjemność kosztuje – czy jednak podchodzimy do tego bardziej praktycznie i wybieramy taki kierunek, który da w przyszłości takie wykształcenie, które pozwoli na to, aby uprawiać zawód przynoszący nie tylko satysfakcję, ale i pieniądze. Nawiązując jeszcze do pierwszego pytania uważam, że wyniki obu matur okazały się bardzo dobre, w szczególności w porównaniu z innymi szkołami – mam na myśli przede wszystkim bardzo wysokie wyniki z WOS-u, z historii, z biologii i chemii, a także z pozostałych przedmiotów.

Jeżeli chodzi o osoby, które nie mają skonkretyzowanego wyboru co do przyszłości, czy według pana są jakieś przedmioty obligatoryjne, które powinno się wybrać, żeby mieć później wachlarz opcji?
Sądzę, że do tych przedmiotów należy z pewnością matematyka. Jest to bardzo uniwersalny przedmiot z wielu względów. Tak więc, jak ktoś nie wie, co będzie chciał robić w przyszłości i jeszcze się waha – to niech w pierwszej kolejności wybiera matematykę. Kolejnym bardzo praktycznym wyborem są języki obce.

Otwierają drogę do przyszłości?
Trudno powiedzieć czy do przyszłości. Nie trzeba iść na studia, żeby mieć jakąś przyszłość – to zależy od indywidualnych predyspozycji. Ostatnimi laty jest modne wśród absolwentów liceów branie sobie roku przerwy przed studiami, ale jest to bardzo trudne przy planowaniu przyszłości. Oczywiście cenię to, że ktoś będzie w ramach wolontariatu uczył angielskiego w wiosce w Chinach. Bywali ludzie silni psychicznie, którzy po roku podejmowali studia. Należy jednak podkreślić, że jest trudno i ryzykownie po kilkunastu latach w określonym rytmie edukacyjnym: podstawówka, gimnazjum, liceum – przerwać na rok swoją zinstytucjonalizowaną edukację i później do tego rytmu edukacyjnego wrócić. Raczej tego nie polecam, chyba, że ktoś faktycznie ma silną wolę i rok przerwy traktuje jako edukację, ale innego rodzaju – pracę z dziećmi czy pracę w szpitalu (nie, jako lekarz, a jako np. salowy). To też jest znakomita edukacja, lecz po roku takiej edukacji trudno się wraca na tory tej zinstytucjonalizowanej.

Czy gdyby zlikwidowano maturę to uczniowie zyskaliby na tym?
Ani by nie zyskali, ani by nie stracili. Jest to sprawa bardzo indywidualna. Nie uważam, że egzamin maturalny miałby o czymś stanowić. Gdyby kończyło się edukację na poziomie ponadgimnazjalnym po prostu wystawieniem ocen końcowych – to też byłoby jakieś kryterium oceny wiedzy i umiejętności. Z drugiej strony konieczność podejścia do egzaminu gimnazjalnego i maturalnego działa dla wielu uczniów niezwykle motywująco. Obawiam się, że poziom wiedzy licealistów bez konieczności zdawania matury byłby niższy, ponieważ każdy z nas potrzebuje od czasu do czasu odpowiedniego bodźca, zwłaszcza do nauki. Dla wielu uczniów liceów klas maturalnych, także dla mnie dawno temu, matura na zakończenie nauki w ogólniaku była sygnałem, żeby wziąć się do roboty, bo matura za pasem. Różnica między dawnymi czasy, a obecnymi polega na tym, że dawniej trzeba było się intelektualnie starać, aby dostać się na studia, a teraz trzeba się starać, aby się na jakiekolwiek studia nie dostać. Podaż uczelni (wielu na bardzo niskim poziomie) jest istotnie wyższa od popytu na nie. Obecnie ktoś, kto nie zda matury na wysokim poziomie, to miejsce na studiach i tak ma zapewnione. Chodzi jednak o to, żeby dostać się na takie studia, które nie dają tylko satysfakcji finansowej, którą ma się z uprawianego zawodu – ale także satysfakcję intelektualną.

Na pewno jest to swego rodzaju motywacja. A co nauczyciele by zyskali, gdyby nie musieli uczyć pod klucz?
To jest zupełnie inna sprawa. W dydaktyce panuje w tej chwili szczególnego rodzaju dwoistość. Trudno połączyć uczenie dla przyjemności intelektualnej z tzw. kluczem maturalnym, który jest opracowywany przez CKE. Trzeba pamiętać o tym, że arkusze egzaminacyjne układane są pod ucznia dostatecznego. W związku z tym nie oczekujmy od egzaminów, że będą miejscem fajerwerków intelektualnych, jak jest to na przykład na olimpiadzie.

Wielu uczniów, zwłaszcza z takich szkół jak nasza, wyłamuje się spod klucza i to jest ten minus, jeżeli chodzi o testowanie – czy wręcz „testomanię”. Tutaj raczej jestem zwolennikiem klucza bardziej otwartego na nieschematyczne intelektualnie odpowiedzi (chodzi głównie o język polski i historię). Obecny sposób egzaminowania sprawdza się bardziej w przypadku matematyki i fizyki – tam gdzie mamy odpowiedzi jednoznaczne. W przypadku języka polskiego byłbym ostrożny w literalnym stosowaniu klucza. Wiele odpowiedzi uczniów, często bardzo interesujących i ciekawych, nie mieści się w kluczu. W takiej sytuacji ważna jest rola nauczyciela sprawdzającego, który biorąc pod uwagę swoje doświadczenie, popatrzy na takie odpowiedzi nie tylko przez pryzmat narzuconego przez CKE klucza.

Nic lepszego niż egzaminy nie wymyślono – wszyscy przechodzą przez to samo sito. Dawniej, do czego chcą teraz wrócić uczelnie wyższe, były egzaminy wstępne na te uczelnie. Egzaminy te, jak ja pamiętam, jeżeli chodzi o tzw. klucz były jeszcze gorsze w porównaniu z obecną maturą. Czasami egzamin wstępny był zwykłą „encyklopedią” bez konieczności wysiłku intelektualnego, w sensie pomyślenia, refleksji, a nie odtworzenia automatycznego treści z podręcznika lub encyklopedii właśnie. Obecne egzaminy maturalne to próba znalezienia „złotego środka egzaminacyjnego”. Z historii i języka polskiego dałbym większą możliwość interpretacji – i dla ucznia, i dla sprawdzającego – na pewno nie trzymałbym się klucza, zwłaszcza np. przy interpretacji wiersza. Ktoś może pięknie interpretować, ale niekoniecznie w związku z tym, co autor wiersza miał na myśli (a mógł mieć na myśli po prostu zdobycie pieniędzy na życie).

Tak, jak z tłumaczeniem tekstów obcych autorów na język polski. Mówi się, że tłumaczenie albo jest piękne, ale niewierne, albo jest wierne, ale nie wydaje się piękne. Więc z jednej strony uczymy się polskiego i literatury w sposób piękny, ale z drugiej strony trzeba z kluczem odpowiedzi, podczas matury, jakoś sobie poradzić. Trudna sprawa dla nauczyciela, który chce jak najpiękniej nauczać przedmiotu, ale jest odpowiedzialny za ucznia (studia) i musi nauczyć go odpowiednio „pod klucz”, żeby uczeń zdał odpowiednio wysoko maturę.

Egzamin maturalny to tylko 5-6% całej edukacji. Reszta to jest to, co dzieje się na wycieczce, na przerwie, zajęciach pozalekcyjnych – to, co zostaje po szkole średniej. Jeżeli klasy, które skończyły szkołę średnią spotykają się często po maturze, to znaczy, że taka klasa jest sukcesem pedagogicznym szkoły, czyli uczniów, ich rodziców i nauczycieli. Jeżeli absolwenci mają kontakt ze sobą, mimo, że są „porozrzucani” po całej Polsce, po świecie to jest wielki sukces.

Mówiąc do nas, zaznacza pan, że ważna jest matura i to decyduje o naszym życiu w przyszłości, a z drugiej strony mówi pan równie często, że mamy się poświęcać swoim pasjom.
Tak, można realizować pasję, ale trzeba mieć, z czego żyć. Musi być równowaga dynamiczna między potrzebami dnia powszedniego, a marzeniami. Ja stawiam na marzenia. Na podstawie matury i punktów egzaminacyjnych dokonuje się naboru na uczelnie wyższe, więc jeżeli chcę realizować się na uczelni, o której kiedyś myślałem i która z założenia da mi rozwinięcie intelektualne, to muszę uzyskać odpowiednią liczbę punktów na maturze bez względu na mój stosunek do matury. Taki jest system i chcąc uzyskać pewne profity intelektualne, muszę w tym systemie umiejętnie się poruszać.

Czy funkcja dyrektora jest typowo administracyjna?
W polskim systemie oświatowym funkcja dyrektora szkoły nie jest precyzyjnie zdefiniowana. Dyrektor ma z jednej strony być świetnym nauczycielem, a z drugiej strony świetnym administratorem – a w takim razie powinien otrzymywać podwójną pensję. W większości szkół na świecie, dyrektor jest głownie dydaktykiem i na tym powinna polegać rola dyrektora. Natomiast kwestie administracyjne, finansowe (cieknący dach, czy jakieś przedsiębiorstwo gazownicze, które wchodzi na teren szkoły i wierci dziury) należą do obowiązków organu prowadzącego tak, jak jest to w np. w krajach skandynawskich. Są tam od tego specjalne służby. Patrzę z zazdrością na kolegów ze Skandynawii, którzy koncentrują się na dydaktyce i nie mają na głowie balastu spraw administracyjno-finansowych, które zajmują bardzo dużo czasu. Do tego dochodzą różne sprawozdania i kwestionariusze, które wymyśliło MEN. Na pewno zdjąłbym z barków dyrektora sprawy administracyjno-finansowe. Po to, by zajął się on wychowaniem i dydaktyką, żeby uczniowie byli uczeni przez świetnych nauczycieli. Oczywiście w gestii dyrektora powinny zostać sprawy kadrowe, ale nie tak ograniczone jak w Polsce. Z przyczyn ustawowych trudno jest zwolnić słabego nauczyciela i zatrudnić w jego miejsce kogoś, kto jest świetnym nauczycielem. Jeżeli chodzi o realizację polityki kadrowej przez dyrektora polskiej szkoły, to jego możliwości są bardzo ograniczone.

Co by Pan zrobił, gdyby zadzwonił do pana premier i zaproponował tekę ministra edukacji?
Odpowiedzieć na taką propozycję można dopiero wtedy, kiedy wiadomo, czego chce premier, co się za propozycją kryje, jakie obowiązki i jakie możliwości. Tak naprawdę dotyczy to każdego stanowiska. Jestem przekonany, że przyszły minister powinien przywrócić czteroletnie liceum.

Co dyrektor musi zrobić, żeby dbać o sukces szkoły?
Zależy jak się mierzy sukces. Rolą dyrektora jest pilnować, aby szkoła funkcjonowała prawidłowo. Doprowadzać do spotkania świetnych uczniów ze świetnymi nauczycielami. Następnie zadbać o właściwe warunki tych spotkań, szkolić nauczycieli, wyposażyć szkołę (wyposażenie szkoły bez dobrego i wyszkolonego nauczyciela nie ma najmniejszego znaczenia). Dodatkowo, w polskich warunkach, dyrektor – zabiega o sponsorów, aby środki znaleźć na komputery czy oprogramowanie. To jest wymuszona przez sytuację rola dyrektora szkoły. W Skandynawii dyrektorzy takich problemów nie mają. Ale to wynika z tego, że procent PKB przeznaczony na edukację jest tam o wiele większy niż w Polsce. A to z kolei świadczy o stosunku państwa do edukacji…

Funkcję dyrektora trzeba mieć w planach – czy to wychodzi przypadkiem?
Trudno powiedzieć. W moim przypadku było to marzenie zrealizowania pomysłów, które narodziły się, kiedy byłem nauczycielem – matura międzynarodowa, specjalizacje klas po drugim roku nauki w czteroletnim liceum (mat-info, mat-fiz, biol-chem, ekon, hum), holistyczne nauczanie… Także realizacja zasady, że bez względu na średnią ocen, każdy uczeń może znaleźć w szkole jakąś niszę edukacyjną i w niej się realizować. Biorąc pod uwagę to, że nasi absolwenci dostają się na bardzo różne wymagające uczelnie, sądzę, że gdyńska Trójka (nauczyciele) świetnie się sprawdza, jako dobra szkoła ponadgimnazjalna. III LO ma bardzo dobrych uczniów, którzy są różnorodni. Jeżeli wszyscy byliby tylko świetnymi matematykami, byłoby strasznie nudno, a tak – mamy świetnych humanistów, geografów, sportowców, biologów, artystów, ekonomistów, specjalistów od brydża, muzyki, teatru, kabaretu, od firm, od gazety szkolnej. Głównym celem szkoły jest stworzenie takich warunków, żeby każdy młody człowiek mógł się w czymś odnaleźć i odkryć swoje możliwości.

W jaki sposób interpretuje pan pojęcia: nowoczesna szkoła, nowoczesne metody nauczania?
Co to znaczy nowoczesne? Nowoczesne, czyli nowsze w stosunku do tego, co było? Chyba tak. Chociaż niekoniecznie nowsze rzeczy lub rozwiązania muszą być lepsze niż te starsze. Często metody dydaktyczne lub wychowawcze zastosowane kiedyś mogą być lepsze, niż te nowsze. Każdego roku populacja młodzieży w szkole jest inna. Wasz rocznik różni się od rok młodszych kolegów – nie mocno, ale jednak. Tym bardziej różnicie się od tych, którzy są w pierwszej klasie gimnazjum – nauczyciel zwracając się do nich musi używać trochę innego języka. W rozmowie z rodzicami lub dziadkami możecie pewnych rzeczy nie zrozumieć, bo rozmawiacie innym językiem, stosujecie inny kod kulturowy. Nie mówię, że dany kod kulturowy określonego pokolenia jest gorszy, jest po prostu inny. Ideałem byłoby, podczas nauczania, traktować każdego ucznia indywidualnie. Ale w gronie 15 lub ponad 30 osób w klasie to jest bardzo trudne, ale trzeba próbować. Jest to swoista ekwilibrystyka dydaktyczna. Sądzę, że jako nauczyciele bardzo się staramy, aby indywidualizować metody nauczania. Oczywiście z drugiej strony (uczniowie) też musi być staranie. Można być mistrzem dydaktyki, ale jeżeli z drugiej strony uczeń jest bardzo oporny, to mistrz niewiele go nauczy.

Czy Polska szkoła bardzo odstaje od zagranicznych?
Dla mnie wzorcem szkolnictwa jest szkolnictwo fińskie. Niekoniecznie z uwagi na to, że Finowie bardzo dobrze wypadają w badaniach PISA, ale mówię o roli, jaką pełni nauczyciel, a także o tym, jakie pieniądze rząd fiński przeznacza na edukację. To jest zdecydowanie więcej, aniżeli u nas. Mimo niedostatków finansowych polska szkoła ma się całkiem dobrze. Nasz ogólniak dzięki nauczycielom i uczniom, którym chce się chcieć, może pochwalić się na forum międzynarodowym nie tylko olimpiadami, ale też odyseją umysłu, konkursami prac badawczych, maturą międzynarodową, wynikami rekrutacji na najlepsze uczelnie na świecie. Jeżeli uczniowie czują się dobrze w szkole, to taka szkoła jest dobra i rozwija uczniów, których nie rujnuje stres związany np. z toksycznością nauczycieli.

Jak widzi pan szkolnictwo w kontekście ostatniego wyniku wyborów?
Wynik wyborów nie ma znaczenia. W znanym spektaklu pewien mleczarz mówił: „niech Pan Bóg błogosławi cara, byle z daleka od nas”. Istnienie instytucji administrujących oświatą nigdy mi, podczas 25-letniego dyrektorowania, nie przeszkadzało bez względu na barwę polityczną rządzących. Istota szkoły, jej genius loci, tworzy się poprzez współpracę uczniów, ich rodziców, nauczycieli oraz innych pracowników szkoły, a nie poprzez nadzór ze strony organu prowadzącego, ministerstwa czy kuratorium. O obliczu szkoły decydują uczniowie, rodzice, nauczyciele. Oczywiście niedobre rozporządzenia lub nawet złe mogą funkcjonowanie szkoły utrudniać, ale przy odpowiedniej dozie wspólnego wkładu intelektualnego uczniów, nauczycieli i rodziców, wpływ takich nietrafionych rozporządzeń na życie szkoły można zminimalizować.

Tekst po raz pierwszy wydrukowany w wydaniu 1 #magazynutrójki.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s