Excentryczna porażka

[RECENZJA filmu „Ekscentrycy, czyli…”]

“Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy” otrzymali Srebrnego Lwa na Festiwalu Filmowym w Gdyni. Teraz okazują się coraz większym sukcesem komercyjnym, doprowadzając krytykę do ekstatycznego zachwytu.

Laura Lenkiewicz

Opowieść o muzyce, która pozwala poradzić sobie z każdą sytuacją, uzdrawia nie tylko psychicznie, ale również fizycznie, łączy pokolenia, buduje uczucie. W “Excentrykach…” to muzyka gra główną rolę, aktorzy pozostają gdzieś w tle, polityka z początku również.

Fabian (Maciej Stuhr) pewnego dnia wraca do rodzinnego miasta, muzykę wielkiego świata próbuje przenieść do zadymionych restauracji, komunistycznych dancingów, ciechocińskich sanatoriów. Zakłada zespół, który chce po prostu grać dobry jazz, zakochuje się, próbuje zmierzyć się z widmem wojny. Jest miłość, choroba, zabawa, śmierć, pożądanie, rozczarowanie. Jest komunistyczna rzeczywistość, nielegalne dolary w kieszeniach, inwigilacja władzy, która potrafi w jednej chwili zaprzeczyć istnieniu wszystkiego, odzwierciedlenie Polski dawno zapomnianych czasów.

Majewski miał stworzyć idealne odwzorowanie świata końca lat pięćdziesiątych, aktorzy mieli ładnie się uśmiechać, rozśmieszać widza, a momentami wzruszać. Muzyka miała sprawić, że każdy mimowolnie zacznie stukać butem w rytm swingujących nut “Excentryków…”.  Miała, bo twórcy stwierdzili, że lepiej puścić ją z głośników, niż wykonywać na żywo przed kamerą. Owy “zabieg artystyczny” pozbawia filmu autentyczności, wspólne jam sessions przestają być dobrze zagraną improwizacją, a widz jest oszukiwany bardziej niż biedny Fabian. Modesta (Natalia Rybicka) w obcisłej sukience, z seksownym papierosem w dłoni, z na wpół otwartymi ustami, jakby od dziecka była uczona bycia uwodzicielską tajemniczą panią, która ma za zadanie zniszczyć każdego napotkanego mężczyznę, to nie jedyna przerysowana, a przede wszystkim przegrana postać. Jest jeszcze przeklinająca co drugie słowo, zmęczona życiem nihilistka, rozczarowana krajem, władzą, sobą Anna Dymna i smutna Sonia Bohosiewicz, nieporadna pani dentystka bez makijażu, którą boli co drugie słowo. Egzaltacja aktorek irytuje i sprawia, że dialogi nie są już tylko koślawe, a stają się śmieszne i sztuczne.

Na szczęście do roli Fabiana Majewski zdecydował się wybrać Stuhra, któremu udaje się wprowadzić choć nutę autentyczności do rozmów pomiędzy nim a Modestą. Jedynymi scenami, które wywołują niewyraźny uśmiech na twarzy widza, są sceny z jednocześnie homoseksualnym i homofobicznym stroicielem fortepianów, Felicjanem Zuppe. Wojciech Pszoniak stworzył jedyną prawdziwie autentyczną i przekonującą postać, nie bez powodu nagrodzoną Złotym Lwem.

“Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy” mieli zaświecić oślepiającym blaskiem pomiędzy masą nieudanych polskich produkcji komediowych poprzednich lat. Jednak pozostają tylko nieudaną próbą ukazania niezmierzonej siły muzyki, bez energii, świeżości, emocji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s