Wędrujące dusze

[REPORTAŻ Dominiki Waleckiej]

Życie to podróż, każdy z nas jest pielgrzymem – takich wyświechtanych frazesów znajdziemy na pęczki w literaturze wszelkiej maści. A jednak bywa, że te banalne stwierdzenia uderzają z siłą większą niż inne popularne truizmy. Wtedy wyruszamy w drogę.

Dominika Walecka

Jeśli bierzemy pod uwagę młodych ludzi, to u wielu z nas słowo „pielgrzymka” zapewne wywołuje określone skojarzenia; piesza wycieczka poboczem obwodnicy. Stadko dreptających pań w beretach, kilku pokutników. Wreszcie intonujący smutne pieśni przodownik, którego śmieszne pohukiwanie rezonuje w nieśpiewnych głosach uczestników tego ogonka.  A wszyscy podążają kołyszącym krokiem do tego czy innego sanktuarium, wciąż w tej samej, miejsko-wiejskiej scenerii…

Tak to czasem wygląda. Znacznie częściej jednak spotykam się z zupełnie innymi wrażeniami ludzi, którzy postanowili zaryzykować – skrajne warunki, trudny teren; długa męcząca droga; oczyszczenie, fizyczne i duchowe.

Skądś jest w nas potrzeba tego ruchu, zmiany swojego położenia, może ucieczki. Może po prostu taką mamy naturę. I to ona przyczynia się do stopniowego „odczarowywania” złej legendy pielgrzymek.

Zwyczaj podróżowania do miejsc kultu od zawsze dotyczy każdej niemal religii, od wschodu do zachodu, od północy do południa. Jednym z 5 filarów islamu jest hajj. Przyjmuje się, że każdy muzułmanin, którego sytuacja materialna i zdrowotna na to pozwala, powinien przynajmniej raz w życiu odbyć wyprawę do Mekki. Atmosferę tego wydarzenia oddaje dokument Vice, który możecie obejrzeć w sieci: „Największa pielgrzymka świata – Hajj”. Widać tłumy – setki, tysiące mężczyzn w białych szatach, przemierzających ulice Dżuddy (główny port pielgrzymujących do Mekki), siedzących na piasku, na dachach autobusów. Kobiety, ze względu na brak jednolitego stroju, nie wyróżniają się aż tak.

Nagle Mekka, na co dzień nieduże miasto, na czas hajj pod względem liczby ludności przemienia się w metropolię. Przysparza to nieco problemów, gdy przychodzi do wypełniania duchowych rytuałów, takich jak obchodzenie Al-Kaba, świątyni skrywającej darzony kultem Czarny Kamień – trudno spodziewać się, żeby 3 miliony ludzi próbujących zrobić to samo w tym samym miejscu i czasie ułatwiało sobie nawzajem zadanie.

Skądś jest w nas potrzeba ruchu, zmiany swojego położenia, może ucieczki.

Nie przebija to jednak hinduskiego Kumbhmela, celebrowanego co 12 lat w każdym z 4 wybranych miast Indii. Wyznawcy z całego kraju zbierają się w czasie wyznaczanym na podstawie zodiaku na brzegu Gangesu. Święto to zostało uznane za największe ludzkie zgromadzenie nie bez powodu – w 2001 roku w Prayag uczestniczyło w nim do 70 milionów ludzi, w 2013 prawie 130 milionów. Większość tłumu przyjechała spać pod namiotami, pośród kąpiących się w wodach Gangesu, które jak dotąd zasiliły dużą część cywilizacji Azji.

Duchowe oczyszczenie to coś, czego poszukują pielgrzymi wszystkich religii. Dla hindusów wiąże się ono z obmyciem w falach świętej rzeki. W Hiszpanii, na szlaku Świętego Jakuba, podróżni zwykli zostawiać przy przydrożnych krzyżach znalezione u początków drogi kamyki jako symbol uwolnienia ich duszy od zalegającego na niej ciężaru.

Podobnie buddyści przemierzają długie dystanse, by dotrzeć do lokalizacji zwanej Bodhgaya – miejsca, gdzie narodziła się ich religia. To tu pierwszy budda, Budda Siakjamuni, przesiadując pod drzewem, kontemplował tajemnice życia i cierpienia. Samo drzewo nie przetrwało, jednak jego „potomka” wciąż można zobaczyć przed świątynią Mahabodhi, figurującą na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Codziennie nucący mantry pielgrzymi – już nie tłumy, często pojedyncze osoby – okrążają spacerowym krokiem  monumentalną budowlę, liczącą sobie ponad 2000 lat. Słychać kołatanie młynków modlitewnych. Tutaj sposobem na odegnanie złych myśli jest medytacja; praktykujących tą metodą ludzi różnego pochodzenia, miejscowych i obcokrajowców, można zobaczyć przesiadujących wokół świątyni.

Również polskie szlaki pielgrzymkowe cieszą się zainteresowaniem, choć wciąż lekko słabnącym. Jak podaje rozgłośnia diecezji tarnowskiej, w roku 2015 w pieszej pielgrzymce na Jasną Górę wzięło udział ponad 7 tysięcy osób. Mimo że w porównaniu z hajj, czy kumbhmela liczba ta wydaje się mała, i tak trudno wyobrazić sobie „ludzki ogonek” tej długości.

Czy dobrze dzielić pielgrzymkę z innymi, czy ilość ludzi i ścisk nie przeszkadzają w odczuwaniu swojej duchowości? Znajoma po tym pytaniu zmarszczyła się – wcześniej nie przypuszczałabym, że będzie chciała wybrać się do Częstochowy tylko z powodów religijnych, więc może nie przeszkadzało jej to do pewnego stopnia.  Dowiedziałam się, że owszem, spotkała tam wielu przynależnych do 2 rodzajów „klasycznych pielgrzymkowiczów” – i tych rozmodlonych, i tych, którzy nie widzieli w wyprawie związku z wiarą. „Gorąco, stopy bolały”, przyznała uczciwie, dodając, że nie odczuła żadnej transcendencji, żadnego przebłysku.  Ale byli tam ludzie, których spotkanie odcisnęło na niej jakieś piętno – jak dziewczyna znajdująca pocieszenie w Bogu po latach przemocy ze strony ojca. Nie wydaje się to być czymś niezwykłym, a jednak… Słuchając opowieści o nagłym wyznaniu dziewczyny myślę, że jakiekolwiek nie byłoby nasze zdanie o Bogu, tym czy innym, to ludzie, których stawia przed nami droga, mają jakąś dziwną moc otwierania nas na rzeczy zupełnie nowe.

Samotna droga też nie jest rzadkim wyborem, staje się coraz bardziej popularna. Pozwala na oddech, spokojne dumanie nad sprawami ważnymi i nieważnymi. Ostatnio jedną z częściej wybieranych tras w Europie jest Camino de Santiago, czyli Droga Świętego Jakuba, mająca swój kres u stóp katedry w Santiago de Compostela. Taka wędrówka siłą rzeczy połączona jest z podziwianiem malowniczych widoków Hiszpanii. Na szlaku nie trudno znaleźć nocleg, wyżywienie, a wytrwali mogą sobie sprezentować na pamiątkę muszlę, symbol Camino. Nie wszystkim poświęcenie miesiąca życia przychodzi z łatwością. Trasa to prawie 500 mil, aby przejść ją w czasie 5 tygodni trzeba dziennie „robić” około 25 kilometrów. Wyprawę rozpoczyna wizyta w Camina Office, gdzie otrzymuje się specjalny paszport pielgrzyma. Wszyscy wyglądają dość tradycyjnie – plecaki, buty do trekkingu, kijki wędrownicze. Tutaj spotyka się z reguły mniejsze grupki, a często samotnych podróżników. A walory turystyczne trudno opisać. Wokół wzgórza porośnięte bujną trawą, przed nosem tylko piaszczysta dróżka…

„Czemu się zdecydowałeś?” spytałam innego kolegę, studenta, który niedawno pokonał właśnie Camino de Santiago. Odpowiedziała za niego siostra: „Był taki zakład, że on nie pojedzie…”. Znajomy zaprzeczył, śmiech i krótka wymiana przytyków.

I tu dochodzimy do małego impasu – co właściwie pcha ludzi do podjęcia tego wysiłku, co zmusza ich, żeby z powszechnie znanych, średnio lubianych turystów przemianowali się na jakiś czas w pielgrzymów? Okazuje się, że na pielgrzymki, czy to zorganizowane, czy na własną rękę, młodzi idą często nie z przyczyn religijnych, a… no właśnie, czemu?

Chyba dlatego, że od wieków wyruszaliśmy w świat, by znaleźć to, co jest całkiem blisko. Już w starożytnej Grecji władcy, artyści i ludzie prości pielgrzymowali do miejsc kultu, poświęcali miesiące życia na wędrówkę w sytuacji, w której my moglibyśmy po prostu wynająć autokar.

Przypomina mi się wycieczka, na której przewodnik burknął coś o artystach, którzy obok ludzi przybywających do Delf, świątyni Apollina, po proroctwo pytii, chcieli zdobyć od boga sztuki natchnienie. Odniosłam wtedy wrażenie, że często musieli je dostawać, ale bynajmniej nie w prezencie od Apolla. Na frontonie świątyni w przeszłości rzekomo widniała sentencja „Poznaj samego siebie”. To była wskazówka. Bo żeby dotrzeć do świątyni w Delfach musieli przebyć wielkie odległości, pokonać słabości, poznać lepiej siebie oraz ludzi i odwiedzić inne miejsca, a taka droga to coś, z czego można zaczerpnąć natchnienie na napisanie przyzwoitej epopei. Albo na życie.

Tekst po raz pierwszy wydrukowany w wydaniu #2 magazynutrójki.

Fot.: Freddie Marriage, cc 2.0 by nc sa

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s