Kara za czystość

[RECENZJA filmu „Niewinne”]

Koniec wojny nie dla wszystkich oznaczał koniec cierpienia. Niewinność kilkunastu polskich zakonnic zamieniła się w karę, a poszanowanie ciała w jego desakralizację.

Laura Lenkiewicz

Po obejrzeniu “Spotlight” w głowie zostały mi słowa jednego z bohaterów, który powiedział, że po zbadaniu sprawy molestowania dzieci przez księży nigdy nie będzie w stanie odnaleźć swojej wiary na nowo. Nigdy nie odwiedzi już kościoła ani nie będzie w stanie słuchać słów mądrego starca z ambony, który w wolnych chwilach kupuje dzieciom lody. Potem zdecydowałam się zobaczyć “Niewinne”. Film, który miał mnie przekonać do tego, że warto wierzyć ponad wszystko i mimo wszystko, że wiara to nic innego jak tylko “dwadzieścia cztery godziny zwątpienia i jedna minuta nadziei”, ale jest w stanie dać człowiekowi ogromną siłę. Trudno jest porównywać ze sobą te dwa obrazy. Jeden to niesamowita hollywoodzka produkcja, pasjonujący film sensacyjny, który wciąga nas w swoje sidła i nie chce puścić, zaś drugi to film należący do tak zwanego kina artystycznego. “Spotlight” i “Niewinne” mają jednak jeden punkt wspólny. Oba opowiadają
o kłamstwach, o zatajaniu czynów obrzydliwych, o tajemnicach, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. Oba to historie o Kościele jako instytucji, która zawodzi, kiedy przychodzi jej zmierzyć się z… człowiekiem. W “Niewinnych” matka przełożona (grana przez Agatę Kuleszę) nie potrafi poradzić sobie ze zbeszczeszczeniem ciała, które powinno należeć tylko do Boga, niesprawiedliwością losu, ciężarem gwałtu. Ciężarem, który siostra Maria (Agata Buzek) nazywa “naszym krzyżem”.

7726659_1.6

Tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej do klasztoru wtargnęli żołnierze Armii Czerwonej, którzy dopuścili się licznych gwałtów na zakonnicach. Widz wkracza w klasztorny świat w momencie, w którym siostry są już w ciąży. Moment rozwiązania zbliża się nieuchronnie. Niektóre zakonnice są chore, inne nie umieją poradzić sobie psychicznie z wydarzeniami, które je spotkały. Pozostawione same sobie, zamknięte
w ciemnych pokojach, zimnych kaplicach, nie mogą liczyć na pomoc od nikogo. Nie mogą, a przede wszystkim nie chcą. Gdyby ktokolwiek dowiedział się o ich losie, zostałyby natychmiastowo oskarżone o grzech nieczystości. Musiałyby zmierzyć się z wykluczeniem społecznym i sytuacją braku środków do życia. W pewnym momencie w pozornie uporządkowane życie klasztorne wkracza francuska lekarka Mathilde Beaulieu (Lou de Laâge). Młoda, niewierząca, z misją ratowania ludzkiego życia wprowadza nieodwracalne zmiany w klasztorze, niszcząc tym samym jego autorytarny charakter.

Historia przedstawiona w „Niewinnych” wydawała się idealną szansą na stworzenie świadectwa wiary i cierpienia. Pozostała wyłącznie niewykorzystaną szansą. Głównym błędem reżyserki Anny Fontaine było przede wszystkim pozbawienie swojego filmu dwuznaczności. Wszystkie postacie, które przyszło nam zobaczyć na ekranie to osoby, których charaktery da się zdefiniować jednym słowem — dobre albo złe. Siostra Maria jest zawsze miła, kochana i pokorna, z dłońmi gotowymi, by w każdej chwili złożyć je do modlitwy. Matka przełożona ma surowy wyraz twarzy, zrobi wszystko, żeby utrzymać klasztorną dyscyplinę. Nawet śnieg swoich rąk pobrudzi szkarłatem krwi. Natomiast Mathilde to anioł, znak Boży, nadzieja i zbawienie. Jednoznaczność “Niewinnych” upraszcza fabułę filmu, kompletnie pozbawiając go jakiejkolwiek symboliki. Emocje bohaterów stają się przewidywalne, a bieg wydarzeń dość oczywisty. Zresztą podczas całego seansu wydaje się, jakby Fontaine chciała widzowi pokazać fabułę w niezwykłym uproszczeniu. W świecie “Niewinnych” życie zakonnic ogranicza się do wspólnej wieczornej modlitwy i obierania ziemniaków na posiłek spożywany w milczeniu. Dzieci bawiące się na trumnie są idealną metaforą niechcianego życia kiełkującego
w brzuchach sióstr zakonnych, a krótkie urywki z życia francuskiej lekarki w pełni ukazują jej młode nieszczęśliwe życie.

Anne Fontaine sięgnęła do najciemniejszych rejonów historii, w których trudno w ogóle mówić o jakimkolwiek Bogu, a co dopiero o Bogu miłosiernym. Wybrała tę część historii, o której nie uczy się w szkole ani nie wspomina zbyt często, o której po prostu często się nie wie. W końcu rzadko wspomina się o skrzywdzonych, zamkniętych społecznościach. Mimo ogromnego potencjału, które nosi w sobie historia zakonnic, o “Niewinnych” szybko się zapomina. Tempo opowieści niebezpiecznie zwalnia. Muzyka pozostawia widza obojętnym. Kamera nie zakłóca odbioru. Aktorstwo pozostaje tylko poprawne. Nie jest ani zbyt słabo, by zacząć się śmiać z banalności scen, ani zbyt ciekawie, by móc naprawdę zainteresować się historią. Jest schematycznie, mdło i szaro.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s