Dorastania należy się bać

[ROZMOWA Laury Lenkiewicz]

„Staram się tworzyć to, co sam chciałbym zobaczyć na ekranie. Bardzo cenię widza, bo sam też nim jestem” — mówi Kuba Czekaj, którego pełnometrażowy debiut „Baby bump” właśnie wszedł na ekrany kin studyjnych.

Laura Lenkiewicz: Dużo sików w tym Pana nowym filmie. „Baby bump” za wszelką cenę szokuje?
Kuba Czekaj: Nie było to nigdy moim zamiarem. Zależało mi najbardziej na tym, żeby znaleźć odpowiednią formę i opowiedzieć tę historię szczerze. Użyłbym raczej słowa szczerość niż prowokacja.

Świat „Baby bump” jest absurdalny. Zbyt duże uszy głównego bohatera, Mickey’ego, urastają w jego oczach do rangi dramatu. Rzeczywistość miesza się z obrazami wyobraźni chłopca. Czemu służy absurd w pana filmie?
Zaczynamy naszą historię dość niewinnie i ona z czasem przeradza się w rodzaj koszmaru. Wszystko, co ukazujemy z każdą minutą staje się coraz bardziej wyolbrzymione. Rzeczywistość miesza się z fantazją, a może po prostu z nieco ciemniejszą wizją świata.

Czy „Baby bump” maluje dojrzewanie wyłącznie w ciemnych barwach?
Myślę, że dojrzewanie jest bardzo indywidualnym procesem. W „Baby bump” ukazujemy je w krzywym zwierciadle. Rzeczywistość naszego filmu jest zniekształcona. Wynika to z tego, że chcemy pobudzić widza do myślenia, zadać mu wiele pytań i pomóc mu znaleźć odpowiedź, czym naprawdę jest dorastanie.

„Baby bump” jest niezwykle kolorowy, przepełniony barwnymi obrazami. Bardzo to niecodzienne, szczególnie dla polskiego kina. Nie obawiał się pan, że dostarczy pan zbyt wielu bodźców widzowi?
Mam wrażenie, że dojrzewanie szczególnie teraz wiąże się często z tym, że jesteśmy zalewani falą informacji, obrazków, skrawków zdań. Trochę się w tym wszystkim możemy gubić. Wiedząc, że ten okres chcemy portretować, zdecydowaliśmy się przyjąć taką, a nie inną formę. My nawet nazwaliśmy „Baby bump” komiksem filmowym i właściwie każdy wybór — to, jak ten film jest zmontowany, jak jest sfotografowany, jakie kolory zostały dobrane. Wszystko to miało odpowiadać hasłu „komiks filmowy”. Także ten efekt brawury, jaką uprawiamy, jest jak najbardziej zamierzony.

Teraz „Baby bump”, wcześniej pana filmy krótkometrażowe, które również opowiadały o dzieciństwie, dorastaniu i problemach z nimi związanych. Mądrość dzieci jest fascynującym materiałem na dobrą fabułę, a może bardziej głupota dorosłych widziana przez pryzmat dziecięcego umysłu?
Myślę, że jedno i drugie. To się chyba nierozerwalnie ze sobą łączy. Młodość i dorastanie jako motyw filmowy zawsze dawały mi dużą przestrzeń na kreowanie rzeczywistości, w której wszystko jest możliwe. Taka problematyka filmu bardzo pomaga ukazać również, jak bardzo ślepi są rodzice, jak często bagatelizują sprawy młodszych. Jednym z tematów tego filmu jest właśnie poszanowanie każdej jednostki, bo przychodzi moment, kiedy ta mała osóbka staje się osobą, kiedy chce zaznaczyć swoje pierwsze decyzje, swój byt. Wydaje mi się, że to musi być trudne, żeby zacząć to akceptować. Często mówi się o nastoletnim buncie, ale myślę, że to chyba raczej bunt obustronny, bunt rodziców i dzieciaków. Ich relacja się zmienia. Już nigdy nie będzie taka sama.

Nieuniknione jest przecież, że widz prędzej czy później, zupełnie mimowolnie, zacznie identyfikować reżysera z bohaterem albo narratora z jego powieścią? Czy w dziecięcych bohaterach jest jakiś kawałek malutkiego Kuby Czekaja?
Każdy z moich filmów jest na pewno filmem osobistym, ale za łatwo byłoby dla mnie, gdybym chciał eksplorować swoje dzieciństwo, czy moje ego w moich postaciach. To mnie specjalnie nie interesuje. Oczywiście są tacy twórcy, którzy jeden do jednego przekładają siebie na ekran. Ja raczej wyrażam siebie poprzez to, jak te filmy są zrobione, jak te historie są opowiedziane, jakim językiem mówią bohaterowie. To jest osobiste, to jest moje. To, co oni sobą reprezentują, z czym się borykają, to też jest w pewnym sensie moje, ale to wynika z bardzo różnych rzeczy. Najczęściej z mojej ciekawości, z niezrozumienia pewnych zjawisk i próby ich wyjaśnienia. Tak było na przykład w przypadku „Twist&Blood”. Nigdy nie byłem pulchnym dzieciakiem, który miał problemy z autoagresją. Poprzez ten film próbowałem zrozumieć, na czym polega sytuacja, kiedy ktoś ktoś odczuwa ulgę, robiąc sobie krzywdę. Próbowałem wyobrazić sobie, jaki to jest niezwykle skomplikowany krzyk o pomoc. Często zaczynam robić filmy, kiedy coś mnie interesuje, czegoś nie umiem w sobie poukładać albo coś jest niewygodne i nikt nie chce o tym mówić. Tak na przykład było w przypadku „Baby bump”. Bardzo trudno mówi się o cielesności, o seksualności w przypadku młodych ludzi. Pytanie, które zadałaś, jest jednym z najczęściej zadawanych pytań i bardzo mnie to cieszy. Zdałem sobie sprawę, że jeśli ludzie po seansie myślą, że to jest moja historia, to znaczy, że z całym zespołem odrobiliśmy lekcje. Jeżeli ktoś odbiera to, jaką historię osobistą, to jest jedna z największych nagród. To znaczy, że to wszystko miało sens i ktoś nam po prostu uwierzył.

Wyjdzie pan kiedyś ze świata dzieciństwa?
Tak, po kolejnym filmie, który właśnie został ukończony. Na dłuższy czas albo na zawsze. Jeszcze nie wiem.

Jak się robi filmy za 150 tysięcy euro?
Jak się robi? (śmiech)

I jak się robi filmy, kiedy ma się tak mało czasu?
Łącząc odpowiedź na te dwa pytania, wydaje mi się, że to wszystko musi być po prostu bardzo dobrze przygotowane i trzeba znaleźć formę, która nie przeszkodzi efektom, które chciałoby się uzyskać na planie. Nie jest to żadną tajemnicą, ile ten film kosztował, bo Biennale College-Cinema informuje o stypendiach, które przyznaje na swojej stronie. Ale też z drugiej strony, nie chciałbym, żeby budżet tego filmu sprawiał, że jesteśmy traktowani ulgowo. Chciałbym bardzo, żeby ten film był oceniany, jako dobry i jako zły, i żeby stawał w uczciwe szranki z filmami, które są wysokobudżetowe. Po prostu przyjmuję założenie, że to nie powinno nikogo interesować. Mnie też to w kinie specjalnie nie interesuje, czy film kosztował tyle, czy tyle. Albo on na mnie oddziałuje, albo nie. Bardzo bym życzył sobie tego samego od odbiorców „Baby bump”.

 Patrząc na film z dzisiejszej perspektywy, nie ma pan wrażenia, że tak krótki czas jego realizacji sprawił, że popełnił pan dużo błędów, których dałoby się uniknąć, gdyby miało się więcej czasu?
Aby ocenić ten film potrzebny jest czas. Jednak gdybyśmy nie byli zadowoleni z efektu, jaki uzyskaliśmy i nie mielibyśmy poczucia, że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, to byśmy się tym filmem nie dzielili.

Łączy pan często język polski z angielskim. Jakie możliwości daje taki zabieg?
W przypadku „Baby bump” celem użycia języka angielskiego, którym posługiwało się alter ego bohatera, czyli Jerboa Mouse, było stworzenie poczucia obcości. Ten głos czasami radzi, czasami pomaga, ale w sumie częściej dokucza i prowokuje. Próbowałem znaleźć coś, co by tę obcość zmetaforyzowało. Poza tym, ten miks językowy staje się coraz bardziej słyszalny na co dzień. A tak w ogóle to bardzo go lubię i pojawił się też w moim wcześniejszym, krótszym filmie „Twist&Blood”.

No właśnie. Dlaczego bohaterowie „Twist&Blood”, mówiąc do siebie, mieszają te dwa języki?
Tam założenie było zupełnie inne, ponieważ angielskim miała operować postać Myszy, przyjaciółki Brzucha. Pewnego dnia na casting przyszedł James, który jest pół Brytyjczykiem, pół Polakiem. Trudno było mu udawać, że nie umie angielskiego, więc ta rola została przekształcona. Na początku Mysza miała być taką zarozumiałą dziewuchą, która zna się na wszystkim i zna świetnie angielski. To, co zostało z tej postaci, to jest to, że ona tworzy swój rodzaj języka, źle intonuje, źle wymawia, a Brzucho ją poprawia.

Ale domyślam się, do czego zmierzasz. Te zabawy językowe w żadnym razie nie są stworzone po to, żeby film miał większy zasięg festiwalowy i międzynarodowy. Nigdy w ten sposób nie patrzę na robienie filmów. To się po prostu powinno dziać samo. Nigdy moim celem nie było robienie filmów pod wybranego odbiorcę. One po prostu powstają z chęci podzielenia się czymś albo sprowokowania dyskusji.

Powiedział pan kiedyś, że nie ma pan swojego ulubionego twórcy, że nie stara się pan nikim inspirować? Czy te wszystkie kolorowe, nierealne światy są produktem wyłącznie pana wyobraźni?
Trudno mi powiedzieć, że nic na mnie nie wpłynęło. Oglądam już filmy bardzo długo, czytam różne książki, oglądam różne obrazy, więc myślę, że podskórnie są jakieś rzeczy, które we mnie zostały, które się poukładały. To przez nie patrzę na świat, na to jak obrazuję rzeczywistość w moich filmach. Ale na pewno nie było sytuacji, że zrobiłem sobie maraton filmowy przed zdjęciami i mówiłem do moich kolegów filmowców, że zrobimy to, jak u tego, tamto, jak u tamtego, a tutaj zrobimy, jak u jeszcze innego. To jest bardzo trudne, żeby w kinie, zaryzykuję stwierdzenie, żeby w ogóle w sztuce, zrobić coś nowego, bo właściwie wszystko zostało już opowiedziane. Wszystkie filmy są o tym samym. Przynajmniej ja tak uważam. Dla mnie wszystkie filmy są o miłości i o akceptacji. Teraz pojawia się pytanie, jak to opowiedzieć w sposób interesujący głównie dla nas samych. Często myślę sobie, że najpierw jestem widzem, później jestem filmowcem. Staram się tworzyć to, co sam chciałbym zobaczyć na ekranie. Bardzo cenię widza, bo sam też nim jestem. Nie przekonuje mnie deklaracja, że ktoś robi filmy wyłącznie dla siebie, bo największą frajdą jest to, że te filmy można pokazać i później można o nich rozmawiać, można się o nie kłócić. Kino powinno wydobywać takie emocje.

Wszystko zostało już powiedziane? Pana filmy nie mówią nic nowego?
Nie wiem, czy to jest pytanie do mnie. Ja ciebie mógłbym o to zapytać.

 Dla mnie mówią bardzo dużo i pokazują bardzo dużo nowego. Ja jako widz mam wrażenie, że „Baby bump” próbuje być nowatorski, innowacyjny, dlatego wydało mi się to dziwne, kiedy powiedział pan, że wszystko zostało już powiedziane i nic nie możemy powiedzieć nowego, bo wszystko jest tylko powtórzeniem.

Może nie do końca wyraziłem się jasno. Może to nie jest tak, że założeniem jest powtarzanie. Dla mnie forma jest niezwykle ważna. To jest oczywiste, bo film to przecież obraz i dźwięk. To narzędzia, które najbardziej oddziałują do widza. I zawsze do historii staram się dobrać unikalną formę. Formę, która dopowie, która uniesie ten zapis, który na początku jest na papierze, nada temu jakąś formę. Oczywiście, że szukamy rozwiązań dla nas interesujących, ale te rozwiązania w jakimś innym zestawieniu, w jakimś innym układzie być może zostały już zrobione, ale na pewno nie podchodzę do tego tak, że teraz zrobię coś, czego nie było albo coś, co jest innowacyjne. Jeżeli tobie się wydaje albo komuś się wydaje, to jest mi bardzo miło, ale to nie jest tak, że to jest jedna z naczelnych idei, którą mam w głowie. Raczej właśnie dobieranie formy, struktury do historii, ale ta historia, ten bohater zawsze są najważniejsze. I to te czynniki mają wpływ na formę.

Nie mogę oprzeć się pokusie zadania tego pytania. Kiedy „Królewicz olch” i dlaczego znowu tak surrealistycznie?

Kiedy “Królewicz olch”? Jeszcze nie wiem kiedy. Trwają różne rozmowy. Zobaczymy, kiedy film ujrzy światło dzienne. Na pewno jest on już skończony. Dlaczego surrealistycznie? Dla mnie z perspektywy widza, kino jest przygodą, jest jak wchodzenie do zupełnie innego świata. Takie kino bardzo cenię. Wychowałem się na filmach gatunkowych, na filmach amerykańskich, na horrorach i filmach science-fiction. Oczywiście nie mówię, że „Królewicz olch” jest filmem gatunkowym. Chyba podobnie jak “Baby bump” miesza różne gatunki. Ma bardzo różne ślady i myślę, że jest raczej gatunkiem samym w sobie. Wydaje mi się, że poprzez coś, co jest surrealistyczne, można czasami opowiedzieć dużo więcej, a dzięki temu przyjrzeć się czemuś bliżej. Paradoksalnie więc, często pewien rodzaj metafory, którą się przykrywa przekazywane treści, pozwala nam lepiej dodrapać się do sedna.

Czytaj więcej o Netia Off Camera 2016:

— Relacja Laury Lenkiewicz, członkini młodzieżowego jury tegorocznej edycji konkursu

 Wywiad z Kawehem Modirim, zdobywcą Nagrody Głównej podczas tegorocznej edycji konkursu

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s