It’s nice, guys

[RECENZJA filmu „The Nice Guys”]

Olśniewający powrót do moralnych brudów i męskich przyjaźni lat osiemdziesiątych  — detektywistyczna opowieść reżysera Shana Blacka podrapie nas tam, gdzie byśmy się tego najmniej spodziewali.

Damian Bejgier

Fabuła „The Nice Guys” opiera się na autentycznej bliskości pomiędzy prywatnymi detektywami, odegranymi przez Russela Crowa i Ryana Goslinga, którzy płynnie połączyli aktorską przyziemność z mistrzowską biegłością. Z komediowym wyczuciem czasu i komicznie wyolbrzymionymi gestami na czele, aktorzy ukazują swoje zdolności w rolach, które rzadko udaje się wiernie odwzorować na wielkim ekranie. Dzięki zgrabnie napisanemu scenariuszowi Black’a, „The Nice Guys” staje się pokłonem w stronę komedii o męskiej przyjaźni. Pełny błazeńskiej brawury i przesadzonej akcji, jest równocześnie stylowym ukazaniem klimatu bujnego życia Los Angeles końca lat siedemdziesiątych. “The Nice Guys” jest opowieścią o nieprawdopodobnej więzi między dwoma prywatnymi detektywami, którzy szukają dziewczyny o imieniu Amelia. Jest ona w niejasny sposób powiązana ze śmiercią gwiazdy porno, która okazuje się uwikłana w śmierć kolejnej osoby. Ta skomplikowana sytuacja pozostawia naszych bohaterów zdezorientowanych i zagubionych w magicznym świecie hipisów. Nie można powiedzieć, że postać Goslinga, Holland March, niezdarny i wiecznie wstawiony detektyw posiada odznakę policjanta, do jego najciekawszych zleceń należy odnajdowanie zmarłych członków rodziny starszych pań. To samo tyczy się jego partnera, bezustannie poważnego twardziela Jacksona Healy’ego (Russel Crowe, podrasowany i efektywny), opłacany gotówką do pobicia nachalnych i wścibskich. Co może pójść nie tak, gdy sparujemy tę dwójkę na jedno zlecenie?

Bardzo dużo, zwłaszcza jeżeli tłem akcji są brutalne przedmieścia LA, tonące w pomarańczowym smogu, przejęte przez złotą erę pornografii. Jest w tym szczypta subtelnego noir Chinatown i bezwstydnej bezczelności Boogie Nights. Nixon widnieje na okładce Forbesa, plakaty „Jaws 2” dekorują billboardy, a wyborne utwory z lat siedemdziesiątych tylko dopełniają całość.

Kiedy śmierć jednej z najbardziej znanych aktorek w branży porno, Misty Mountains, łączy owdowiałego Marcha i rozwiedzionego Healy’ego, czarująca para wkracza w labirynt podejrzanych korporacji i martwych udziałowców. Po drodze natyka się na imprezy dla ekscentrycznych gwiazd, bierze udział w manifestach hipisów, wpada na moment do Departamentu Sprawiedliwości. a na przejażdżkę zabiera się z nimi niezwykle kreatywna w radzeniu sobie z problemami dwunastoletnia córka March’a, Holly (Angourie Rice).

„The Nice Guys” to idealny, niesamowicie skonstruowany obraz przyjaźni między dwoma dość niezdarnymi mężczyznami, uwikłanymi w niewiarygodne sytuacje. Nawet jeśli czasem odnosimy wrażenie, że niekończące się żarty rzucane są na oślep i niekiedy pudłują, „The Nice Guys” wywołuje w nas to szczególne niewinne uczucie radości patrzenia na ulubione postacie, gdy odnoszą sukces, bezbłędnie bawiąc się przy tym przez całą drogę.

Tekst po raz pierwszy wydrukowany w wydaniu 4 #magazynutrójki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s