Já, kino niezależne

[RELACJA z Netia Off Camera 2016]

Festiwal Netia Off Camera już po raz dziewiąty udowodnił, że kino niezależne jest w stanie przyciągnąć tysiące widzów z całego świata, a Kraków zasługuje na miano kulturalnej stolicy Polski.

Laura Lenkiewicz

Kiedy mówię o kinie niezależnym, moi znajomi zatykają uszy i zaczynają krzyczeć, żeby zagłuszyć mój głos. W końcu ciekawiej, a przede wszystkim wygodniej jest pójść do kina i oglądać, jak przez trzy godziny na ekranie przebudza się Moc albo jakaś inna niezwykła Siła. Pewnie wam, zupełnie jak moim najdroższym przyjaciołom, niezależność w kinie kojarzy się z dziwactwem, niejasnymi nawiązaniami intertekstualnymi, pseudopoetyckimi scenami mycia zębów, przesytem środków artystycznego przekazu, przeintelektualizowanymi koncepcjami (prawie tak przeintelektualizowanymi jak to zdanie). Dzisiaj podejmę ten syzyfowy trud i może przekonam was, że kino niezależne otwiera przed widzem dużo więcej perspektyw niż multipleksowe produkcje, a Netia Off Camera to jedna z najlepszych propozycji na spędzenie przyszłorocznego weekendu majowego.

W pewien bardzo brzydki i szary dzień, kiedy leżałam w łóżku pokonana przez grypę, słaba i krucha, zadzwonił telefon. Miły głos poinformował mnie, że moja malutka recenzja opublikowana kiedyś na łamach tego magazynu została doceniona. Od 29 kwietnia do 8 maja miałam być członkiem Młodzieżowego Jury podczas festiwalu Netia Off Camera w Krakowie.

Krzysztof Zanussi, którego przedstawiać chyba nie trzeba, Brigitte Lacombe, jedna z najbardziej cenionych fotografów na świecie, brytyjski operator filmowy Dick Pope oraz Lynne Ramsay, reżyser między innymi „Musimy porozmawiać o Kevinie”. Tak wyglądał skład tegorocznego Jury Konkursu Głównego „Wytyczanie Drogi”, które miało za zadanie nagrodzić jeden z dziesięciu tytułów. Ja wraz z dwiema innymi wybranymi osobami miałam siedzieć obok nich, oglądać te same filmy, chodzić tymi samymi drogami, oddychać tym samym powietrzem i choć w nieporównywalnie mniejszym stopniu i może tylko w moim umyśle, decydować o losie młodych twórców.

Lubią eksperymentować, lubią ukazywać świat z innej strony, lubią mówić do świadomego i wymagającego widza. Twórcy obrazów pokazywanych w sekcji konkursowej pokazywali swoje debiuty albo drugie filmy. Spektrum tematów i gatunków, które poruszyli było niezwykle szerokie: od libańskiej komedii „Halal Love (and Sex)” po rodzima fuzje musicalu i horroru „Córki Dancingu”. Największą część festiwalowych propozycji stanowiło jednak kino inicjacyjne, opowiadające o problemach młodych ludzi wkraczających w dorosłość, szukających swojej tożsamości: „Ma Revolution” Slimana, „Closet Monster” Dunna, „Black” El Arbiego i Fallaha, czy „Kalifornia” Person. Jeżeli dojrzewanie miało być swoistym lejtmotywem tegorocznego Konkursu Głównego, nie był to zbyt udany wybór. Żaden z twórców nie poradził sobie z zadaniem przekucia kina gatunkowego w historie, która miała odkryć przed widzem cos więcej niż tylko blaski i cienie młodości. Z jednej strony obrazy płynnie łączyły się ze sobą, narracja była klarowna i zrozumiała, z drugiej strony po wyjściu z kina nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że takich filmów powstały już tysiące — tysiące słodko-gorzkich historii o najpiękniejszym, a zarazem najtrudniejszym okresie życia człowieka, w których dialogi trącają banałem, a strona wizualna nie przeszkadza w podążaniu za historia. Taki sposób budowania fabuły wybiera wielu młodych twórców. Tkają oni często bardzo intymna historie z elementami autobiograficznymi. Może wynika to z braku doświadczenia, a może wybór opowiedzenia takiej, a nie innej historii jest sygnałem młodzieńczej buty i egocentryzmu. Podczas oglądania ich obrazów, miałam nieodparte wrażenie, że ich twórcy myślą, że to właśnie ich historia jest w jakiś sposób bardziej wyjątkowa niż miliony innych, które przewinęły się przez kino światowe. Wszystkie dziesięć filmów miało wskazać innym twórcom nowa drogę, ukazać nowe oblicze kinematografii, pokazać, że aby stworzyć angażująca widza historie, niepotrzebne są ogromne nakłady pieniężne. Poziom sekcji “Wytyczanie drogi” był w miarę wyrównany, większości reżyserów udało się mniej lub bardziej osiągnąć ten cel; w końcu spośród tysiąca zgłoszeń zostało wybranych jedynie dziesięć filmów, które walczyły o zdobycie Nagrody Głównej — stu tysięcy dolarów i nagrody Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej na realizacje kolejnego filmu — miliona złotych.

Off Camera nie zapomniała o rodzimych produkcjach. Specjalnie dla nich stworzyła oddzielna sekcje. Konkurs Polskich Filmów Fabularnych był oceniany przez kostiumograf Alexandre Byrne, kierownika obsady Billy’ego Hopkinsa oraz dyrektor Dublin International Film Festival Grainne Humphreys. Kulczyk Foundation przekazała trzysta tysięcy złotych dla reżysera najlepszego polskiego filmu, plasując tym samym Off Camerę na szczycie krajowych festiwali z najwyższymi nagrodami pieniężnymi. Jako członek Jury Młodych miałam również okazje obejrzeć wszystkie dziesięć produkcji. Początkowo troszeczkę zniechęcona, nauczona doświadczeniem głupkowatych komedii romantycznych oglądałam polskie produkcje ze sceptycznym nastawieniem — niektóre stworzone przez reżyserów z wieloletnim stażem, inne przez debiutantów, którzy ledwo opuścili progi łódzkiej filmówki. W programie Konkursu Polskich Filmów Fabularnych znalazły się zarówno produkcje komercyjne, pokazywane w multipleksach, jak i produkcje niezależne. Do tej pierwszej grupy należały znane już chyba przez wszystkich „Moje córki krowy” Kingi Dębskiej, polsko-szwedzka historia Dariusza Gajewskiego „Obce Niebo”, thriller Wojciecha Kasperskiego „Na granicy”, czy dramat wojenny Krzysztofa Łukaszewicza „Karbala”. Należy podziękować twórcom festiwalu, że pośród tych dość zgrabnie zrealizowanych, jednak konwencjonalnych historii znaleźli miejsce na powiew świeżości i oryginalne pomysły młodych twórców, którym udało się przekonać mnie, sceptyczną, trochę krytykancką siedemnastolatkę. Po dyskusji z innymi członkami Jury Młodych stwierdziliśmy, że jedną z głównych wad w wyborze polskich produkcji była komercyjność dużej części z nich. O „Moich córkach krowach”, czy o „Karbali” trudno przecież powiedzieć, by były przykładem kina eksperymentalnego czy niezależnego, dlatego ich obecność na Off Camerze wydała się nam nieuzasadniona.

Milczące oczekiwanie przerywane co jakiś czas komentarzami prowadzących. Kobiety w kolorowych sukniach i mężczyźni w ciasnych koszulach. Blask reflektorów, kilka oficjalnych przemówień sponsorów, kilka wymuszonych żartów, kulturalne wybuchy śmiechu publiczności. Gala Zamknięcia przebiegła w uroczystym nastroju (czytaj: w stosunkowo sztywnej atmosferze). Publiczność pełna reżyserów czekała na ogłoszenie wyników. Pierwszą nagrodę wręczyliśmy my, czyli Jury Młodych. Trochę zestresowani, niezdarni, z obawą, że w czasie ogłaszania werdyktu wypowiemy jakieś straszne słowo (na przykład „fajne”) wręczyliśmy statuetkę Kawehowi Modiriemu za jego obraz „Bodkin Ras”. Jednak to nie na nasz werdykt czekała cała publiczność. Kiedy Jury Konkursu Głównego weszło na scenę, salę kina Kijów wypełniła cisza. Krzysztof Zanussi rozpoczął uzasadnienie werdyktu słowami: „I chociaż średnia ich wieku bardzo mocno rożni się od średniej wieku naszego jury, to podobają nam się najwyraźniej te same rzeczy”. Po raz pierwszy w historii festiwalu Jury Główne zgodziło się z Jury Młodych i wybrało ten sam film. To chyba największa pochwała, jaką tacy młodzi ludzie, jak my, mogliśmy otrzymać. Nagroda FIPRESCI przyznawana przez Międzynarodową Federację Krytyków przypadła Agnieszce Smoczyńskiej za „Córki Dancingu”. Nagroda Publiczności powędrowała jakże nieprzewidywalnie do rak Kingi Dębskiej, reżyserce “Moich córek krów”, zaś w Konkursie Polskich Filmów Fabularnych zwyciężył Dariusz Gajewski ze swoim filmem „Obce Niebo”. Najlepszymi aktorami tegorocznej edycji okazali się Agnieszka Grochowska i Bartłomiej Topa.

Netia Off Camera chyba co roku udowadnia, że wśród zalewającej nas masy miałkich produkcji, da się wyłowić najprawdziwsze perły. Gromadzi tysiące gości z całego świata, pokazuje, że kina studyjne są w stanie poradzić sobie z tak dużym przedsięwzięciem, a eksperyment nie zawsze jest oznaką irytującego manieryzmu. Kiedy następnym razem zaczniecie narzekać na słabą jakość kina polskiego, brak wydarzeń kulturalnych o randze międzynarodowej i artystycznej stagnacji, powinniście udać się do najbliższego kina studyjnego. Tam usiąść wygodnie w fotelu, zamieszkać w kinie na dziesięć dni, a potem z uśmiechem polecać znajomym kino niezależne. A jeśli to nie zadziała, to napiszcie recenzję, wygrajcie konkurs Skrytykuj i oceniajcie kino światowe, spotykajcie się z twórcami i udowodnijcie, że młodzi nadal mają niesamowicie dużo pomysłów na opowiedzenie nowych historii.

Tekst po raz pierwszy wydrukowany w wydaniu 4 #magazynutrójki.
Fot.: Dominika Jaruga/Materiały prasowe

Czytaj więcej o Netia Off Camera 2016:

— Wywiad z Kawehem Modirim, zdobywcą Nagrody Głównej podczas tegorocznej edycji konkursu

— Wywiad z Jakubem Czekajem, twórcą pełnometrażowego Baby bump, przewrotnej opowieści o dorastaniu

Advertisements

One Comment Add yours

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s