Mroczny wiek

[ARTYKUŁ: superbohaterowie i science-fiction]

Jeszcze kilkanaście lat temu ktoś, kto w autobusie zaczytywał się nowym „Supermanem”, był uważany za dziwaka. Ale już nie jest. Nadeszła era odrodzenia: Mroczny Wiek Superbohaterów.

Dominika Walecka

Pierwszy był Człowiek ze Stali. Podobny do mitycznych półbogów (silny był na miarę Herkulesa, a kryptonit stanowił jego piętę achillesową), pierwowzór wielu superbo-haterów dwudziestego wieku. To dzięki jego popularności peleryna stała się później podstawowym atrybutem hero-sów. Takich było zaś wielu, bo fantastyczna idea wszechmocnego nadczłowieka zakorzeniła się w naszej wyobraźni dostatecznie mocno, by pojawiać się wciąż w kolejnych odsłonach. Impet, z jakim powróciła ostatnimi czasy, przechodzi wszelkie oczekiwania. Co więcej, superbohaterowie naszej ery nie są i nie będą tymi, których na wylot znali nasi rodzice.

Wydanie w 1938 roku pierwszej części przygód Supermana rozpoczęło komiksowe wariactwo. Clark Kent pozwolił DC Comics wzbić się na wyżyny sławy. Chwilę później pojawili się konkurencyjni bohaterowie dzisiejszego Marvela. To był Złoty Wiek dla twórców komiksów. Lata czterdzieste i wojna nadały wielu patriotyczne zabarwienie, ku pokrzepieniu serc powstał chociażby najbardziej amerykański z amerykańskich herosów, Kapitan Ameryka. Na jednej z wczesnych okładek Kapitan pięścią pacyfikuje samego Hitlera.

Później, gdy idylliczne lata pięćdziesiąte dobiegły końca, wraz z zakończeniem II Wojny Światowej, Ameryka zapomniała o swoich bohaterach w pelerynach. Stali się oni niszowymi dziwnostkami, wypartymi skutecznie przez disneyowską kompanię Myszki Mickey i oskarżanymi o psucie młodzieży. Racji tego ostatniego dowodził niemiecki psycholog F. Wertham w książce „Seduction of the innocent”. I tak komiksy powoli traciły dawną popularność, aż wreszcie stały się atrybutem szkolnych dziwaków i odmieńców. Nie przeszkadzało to ich twórcom w wymyślaniu nowych postaci. W Srebrnym i Brązowym Wieku komiksów powstały takie osobistości jak Spiderman, Swamp Thing czy Hulk.

W połowie lat osiemdziesiątych nastąpił przełom. Ni stąd, ni zowąd, herosi wrócili do łask. Więcej: stali się bardziej znani niż w swoich najlepszych czasach. W wywiadzie dla IGN News Stephen McFeely, autor scenariusza do filmu Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz, mówi: „To coś, co w skomputeryzo- wanym świecie możemy zrobić naprawdę dobrze, po prostu przyszedł na to właściwy moment. Gdy w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych szedłeś na film, był to western. Teraz idziesz na film o superbohaterch. Zajęły tę samą mitologiczną przestrzeń, w której można być albo bohaterem, albo czarnym charakterem”. Jest w tym wiele racji, efekty specjalne są poniekąd duszą tych filmów; chociaż Superman w wykonaniu Reeve’a czy Batman Keatona fabularnie prześcigają wiele współczesnych adaptacji, to od strony wizualnej są dość mało pociągające.

W jednym McFeely się pomylił: herosi ostatnich lat nie są biało-czarni. Modę na „odcienie szarości” zapoczątkowało wydanie komiksów „Mroczny Rycerz Powraca” i „Watchman: Strażnicy”. Oba zmieniły nieskazitelny wizerunek superbohaterów. W „Mrocznym Rycerzu” Bruce Wayne topi w butelce smutek po śmierci przyjaciela, podczas gdy po Gotham szaleją przestępcy, a „Watchman” prezentuje świat, w którym superherosi zostali wyjęci spod prawa i zmuszeni do przejścia na emeryturę, czemu poddają się do czasu, gdy jeden z nich zostaje zamordowany. Współczesne adaptacje komiksów kładą nacisk na aspekty psychologiczne i politykę; lekkoduszne pojedynki zostały zastąpione wysublimowaną przemocą. Bohaterowie, odporni na ekstremalne warunki, niemal nieśmiertelni, załamują się pod ciężarem ludzkich słabości. Nowa era zyskała miano Mrocznego Wieku Superbohaterów.

Już w tym roku do kin wchodzą dwa filmy zupełnie wyłamujące się z pierwotnego schematu. Pierwszym z nich jest „Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów”. Drużyna Avengers w nielichym składzie (oprócz Kapitana są to min. Iron Man, Czarna Wdowa, Hawkeye i inni) staje w obliczu nowego zagrożenia, tym razem ze strony tych, których miała chronić. Kiedy rząd chce wprowadzić restrykcyjne regulacje tego, co superherosi mogą, a czego nie, Avengersi dzielą się na dwa obozy. Jeden, pod wodzą Kapitana, chce zwalczyć rządowe ograniczenia, a drugi, którym kieruje Tony Stark, znany jako Iron Man, uważa za słuszne się im poddać. To nie pierwszy raz, kiedy bohaterowie walczą ze sobą. Jednak dotąd nie zdarzyła się tak dramatyczna walka o przyszłość ich samych — na dodatek taka, w której obie strony mają rację.

Drugą ciekawą propozycją jest mający ukazać się w sierpniu „Legion Samobójców”. Jego głównymi bohaterami są… antybohaterowie. Z pierwotnej wersji drużyny twórcy zostawili niewiele, za to warto będzie pójść do kina chociażby po to, by zobaczyć Carę Delevingne, wcielającą się w rolę Enchantress, bohaterki opętnej przez ducha wiedźmy. W skład Legionu wchodzą zbrodniarze i szaleńcy, jedni bardziej znani, jak Harley Quinn, — była lekarz-psychiatra oraz dziewczyna Jokera — i mniej znani, jak Killer Croc, zabójczy, krwiożerczy olbrzym. Otrzymują obietnicę wolności i innych zysków w zamian za pracę dla agencji bezpieczeństwa. Sama Amanda Waller, pomysłodawczyni i założycielka Legionu, stwierdza, że choć pomysł jest ryzykowny, to zbrodniarze o supermocach mogą się przydać, a jeśli zginą w trakcie wykonywania zadań — cóż, nikomu nie będzie ich żal. Losy Legionu Samobójców plasują się gdzieś w połowie między tragedią i komedią, bo członkowie drużyny, odrzuceni przez społeczeństwo i wysłani na pewną śmierć, prezentują właściwy szaleńcom ogromny dystans do siebie.

Superbohaterowie zmieniają się na naszych oczach, dorośleją, poważnieją i, chciałoby się rzecz, smutnieją. Jak długo jeszcze potrwa ich Mroczny Wiek? Mamy jeszcze czas na zastanowienie, bowiem plany dotyczące komiksów i filmów zarówno Marvela, jak i DC Comics, słynnej na cały świat Wielkiej Dwójki, sięgają roku 2020. Na srebrnym ekranie na pewno zobaczymy jeszcze Thora w ostatniej prawdopodobnie części przygód Thor: Ragnarok, spotkamy się z Wolverinem i Doctorem Strange (w bliższej przyszłości). W przyszłym roku ma się ukazać druga część marvelowskich „Strażników Galaktyki”, a jeszcze później „The Flash” i „Aquaman”. Tak więc choć sam Steven Spielberg wieścił już upadek superbohaterów — na kształt tego, co stało się z westernami — nieprędko zejdą z ekranów kin.

Tekst po raz pierwszy wydrukowany w wydaniu 4 #magazynutrójki.
Fot.: Alvin, cc 2.0 by

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s