Nie pytaj dlaczego [TYLKO ONLINE]

[RECENZJA „ Smoleńska”]

 

„Smoleńskjest jak ten niechciany wujek przy rodzinnym stole, który z każdą minutą pije coraz więcej, zadaje coraz bardziej niedorzeczne pytania,  by w końcu rozpętać awanturę i z hukiem wyjść z pokoju.

Laura Lenkiewicz

Chciałam w sobotni wieczór obejrzeć film.
Nie film wesoły, łatwy ani przyjemny. Nie film o zakochiwaniu się, odnajdywaniu drogi, odkrywaniu nowych przestrzeni samego siebie.
Chciałam usiąść naprzeciwko srebrnego ekranu i spojrzeć w oczy najciemniejszym dniom najnowszej historii Polski, których świadkiem byłam również ja.

Naprawdę chciałam. Chciałam zapomnieć o liście ministra Glińskiego do dyrektora Festiwalu Filmowego w Gdyni o wykluczeniu „Historii Roja” z Konkursu Głównego. Chciałam zapomnieć o zupełnie nagłym ogłoszeniu „Smoleńska” jednym z filmów prezentowanych w sekcji Pokazów Specjalnych Festiwalu. Nawet słowa napisanego zręczną dłonią, ubranego w cięty język krytyki filmowej nie chciałam oglądać przed seansem. Jednym słowem chciałam odebrać najnowszemu filmowi Krauzego kontekst polityczny, który z każdym kolejnym dniem ku mojemu przerażeniu przeradza się w konflikt narodowy.

Nie chciałam wyjść z sali kinowej z ironicznym uśmiechem na ustach, głośno śmiejąc się z absurdu ukazanego na ekranie.

Jednak jak większość przedsięwzięć w moim życiu, skończyło się na chęciach, mimo że wysiłek pójścia do kina podjęłam. Żadnej z powyższych chęci nie spełniłam, więc w tym momencie zmuszam Was do czytania moich słów, które razem z gromadą innych młodych ludzi plotą spiski, układają intrygi, tworzą pajęczyny teorii.

Wszyscy wiedzą, że telewizja kłamie. Dlaczego? Nie należy pytać. Po prostu spowija informacje dochodzące ze świata kokonem kłamstwa, nie dba o logiczny związek między wydarzeniami, szuka sensacji, gorących faktów, szokujących, kontrowersyjnych, lepszych niż wszystkie inne, które proponują konkurencyjne stacje. Warto jednak podkreślić, że nie każda telewizja kłamie, bo w „Smoleńsku” kłamie tylko jedna — telewizja TVMSAT. To właśnie w jej redakcji pracuje główna bohaterka, Nina (Beata Fido). Bohaterka jest zimną, bezduszną reporterką. Biega  z mikrofonem wśród żałobników, oddzielona murem zniczy i ideologicznych różnic ignoruje matkę, rani rozmówców, bo przecież łzy widziane przez pryzmat kamery wyglądają dużo lepiej. Twarz Niny podczas trwania filmu odzwierciedla żądzę sensacji poprzez wieczny szczękościsk, momentami  przerywany krzykami do telewizora albo wieczorami wypełnionymi winem i wódką, bo oprócz pracoholizmu bohaterka wydaje się cierpieć na alkoholizm. Tak przynajmniej sugerują nam scenarzyści. Zresztą bardzo liczni scenarzyści, bo przy „Smoleńsku” pracowało ich aż czterech.

Wspomniany  „operator polskiej stacji telewizyjnej, który jako pierwszy nagrał materiał na miejscu katastrofy”, ma się dobrze.

Wszyscy wiedzą, że Rosjanie są źli. Dlaczego? Nie należy pytać. Po prostu to wrogi naród. Naród, który pod osłoną nocy knuje spiski przeciwko pewnemu państwu w środku Europy. W jednej ze scen „Smoleńska” Wladimir Putin spaceruje po sopockim molo z premierem Donaldem Tuskiem. Bezradny prezydent Lech Kaczyński wraz z małżonką siedzą przed telewizorem i z przerażeniem obserwują wydarzenia na ekranie. O wizycie premiera Federacji Rosyjskiej głowa państwa nie ma oczywiście pojęcia. W niedzielny poranek prezydent po prostu siada wygodnie na kanapie, najzwyczajniej w świecie włącza pierwszy lepszy kanał informacyjny i z niedowierzaniem wpatruje się w scenę rodzajową z życia tego Tuska i tego Putina, planujących przed kamerami ten zamach w tym kwietniu tego nieszczęsnego dwa tysiące dziesiątego roku na tych dziewięćdziesięciu sześciu najwyższych urzędnikach państwowych. Najpewniej po niemiecku. Przez kolejne sceny filmu twórcy bezustannie obrzydzają widzowi Rosjan, co jakiś czas szepcząc coś o taśmach rosyjskich, siedmiogodzinnych przesłuchaniach rodzin ofiar przez Rosjan, by w końcu odkryć wielką rosyjską tajemnicę tragedii lotu Tu-154.

Mam tylko jeden problem.
Nie wiem, w czym tutaj kryje się tajemnica.
Nie wiem, co się dokładnie stało, dlaczego i jak.
Ale wiem, kto. Wiem, że Rosjanie.
I to chyba wystarczy.

z19752421qzwiastun-filmu-smolensk
Zły Rosjanin.

Wszyscy wiedzą, że młodzi ludzie dawno przestali być nadzieją na lepszą przyszłość państwa polskiego. Dlaczego? Nie należy pytać. Młodzież w „Smoleńsku” jest jedynymi uczestnikami protestów przeciwko pochówkowi Lecha Kaczyńskiego na Wawelu. Z banerami w dłoniach, maskotkami kaczuszek na krzyżach krzyczą wniebogłosy, razem z rządem uśmiechają się błogo na myśl o zafałszowaniu historii. Kiedy do tłumu protestujących podchodzi starszy człowiek, by powstrzymać rozprzestrzeniające się zło, młodzi rzucają się na niego z pięściami, a stojąca obok Nina uśmiecha się złowieszczo.

Zapomniałam o jednej rzeczy.
W tłumie stało również dwóch Azjatów.
Może to imigranci sfałszowali nam prawdę?

Nie chciałam stać się jedną z tych młodych ludzi ukazanych na ekranie. Nie chciałam wyjść z sali kinowej z ironicznym uśmiechem na ustach, głośno śmiejąc się z absurdu ukazanego na ekranie. „Smoleńsk” został stworzony po to, by uczcić pamięć ofiar. Zamiast tego, niszczy ją z każdą kolejną sceną, zamieniając ciąg wydarzeń w największą intrygę uknutą przeciwko władzy ostatnich lat, plotąc martyrologiczną historię upstrzoną plamami krwi, łącząc fakty w pozbawioną związku przyczynowo-skutkowego mozaikę fatalnych zbiegów okoliczności.

Zbiegi okoliczności nie istnieją.

smolensk-kadr-z-filmu
Ktoś ukrył materiały wybuchowe w samolocie.

„Smoleńsk” to po prostu zły film. I nie mówię już o warstwie fabularnej, o bohaterach wyciętych z kartonu, o całkowitym braku umotywowania ich czynów, o dialogach składających się z odrzucającej papki zupełnie niezwiązanych ze sobą słów. Chcę tylko powiedzieć, że na film Krauzego brzydko się patrzy, że ma się wrażenie, jakby Michałowi Pakulskiemu znudziło się bycie autorem zdjęć jeszcze przed ich rozpoczęciem, że scenarzyści (czterej scenarzyści) zrobili wszystko, by napisać najbardziej drewniane dialogi roku, że twórcom całkowicie nie wyszło połączenie materiałów archiwalnych z historią bohaterów „Smoleńska”.

Mogłabym pisać jeszcze długo, ale przestanę. Przestanę z korzyścią dla siebie i dla Was. Zamknę usta i pozostawię Was tylko z jedną radą. Nie idźcie na „Smoleńsk”. Nie idźcie na „Smoleńsk” z szacunku do swojego czasu, do własnych pieniędzy cennych, bo bilety nie takie znowu tanie, a przede wszystkim z szacunku do ofiar tragedii smoleńskiej, ich rodzin i prawdy, którą twórcy podobno bezustannie pokazują nam na ekranie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s