O cudzie kina słów kilka

[FELIETON Maćka Kurkowskiego]

Kino. Festiwal Filmowy. Dookoła widok niczym z pejzażu, malownicze połacie ludzi, nieśmiało okraszone gdzieniegdzie kolejkami.

Bardzo gdzieniegdzie.

Wszędzie.

Kompozycję dopełniają jeszcze istne kwiatki, prawdziwi buntownicy w żółtych, bądź też czerwonych kapturach i płaszczach przeciwdeszczowych.

Kiedy już udaje się dopchać do sali (prędzej spadniesz ze schodów, niż ktoś cię przepuści), masz przed sobą myśli raczej przyjemne (wyjątek mogą tu stanowić osoby kierujące się przed seansem do toalety). Nie jest ich w stanie zrujnować nawet ulotka, nagminnie wciskana ci przez obsługę. Po chwili okazuje się, że nie jest to byle reklama, a ankieta dotycząca nagrody publiczności (dla niektórych był to chyba zbyt wielki szok informacyjny dostarczony w jednym momencie, toteż pewna część kartek rozpoczyna asymilację z zawartością śmietnika).

Problem wyboru: płakać z powodu filmowej powagi, tragedii i patosu, czy może z bezsilnej frustracji spowodowanej nieustannym chrupaniem popcornu pana z sąsiedniego rzędu.

Samo wejście na salę okazuje się jednak kolejną wesołą niespodzianką, gdyż większość miejsc jest już od dłuższego czasu zajęta. No, ale nie ma się co smucić – przy samym ekranie zabawa może być równie przednia! Jednak czymś, co spowodowało we mnie wzruszenie jeszcze przed rozpoczęciem seansu, był brak półgodzinnego bloku reklamowego. Życie potrafi być czasem piękne.

Film powoli (lub też nieco szybciej) wprowadza nas w swój ponury klimat. W sumie to zależy od filmu, ale jeśli klimatu nie ma on żadnego, jego jedyną przyszłością pozostaje chyba tylko puszczanie go w szkole na zastępstwach. Film Matuszyńskiego na szczęście tego problemu nie miał. Problem natomiast rodzi się inny, prawdziwe sedno tego tekstu, mój impuls. Problem, można powiedzieć, bardzo egzystencjalny. Problem wyboru: płakać z powodu filmowej powagi, tragedii i patosu, czy może z bezsilnej frustracji spowodowanej nieustannym chrupaniem popcornu pana z sąsiedniego rzędu. Przy tych ważniejszych fragmentach fabuły dochodzą do tego jeszcze głośne, wymowne siorbnięcia, wydobywające się z czerwonego kubka przy fotelu. Czy naprawdę tak trudno się powstrzymać od irytowania ludzi swoją radosną konsumpcją na seansie poważnym, teoretycznie skierowanym do dojrzałego emocjonalne (i nie tylko) odbiorcy? Na te pytania nie jest mi chyba dane poznać odpowiedzi, a naukowcy i filozofowie będą głowić się nad nią jeszcze przez wiele lat.

No, przynajmniej zawsze pozostaje opcja dołączenia do szału chrupania na jakimś nowym filmie Marvela, wtedy przynajmniej nie zostanie nam przypięta łatka buraka.

Pomocy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s