Weeping for the memory of a life gone by

[RECENZJA „Ostatniej rodziny”]

„Miłość nas rozerwie” — śpiewało kiedyś Joy Division. Tomasz Beksiński stworzył w swojej głowie iluzję życia z piosenek i filmów. Miłość przecież nie rozrywa ludzi. Ostatnią rodzinę rozerwać była w stanie tylko śmierć.

Laura Lenkiewicz

Ostatnia rodzina przestała oddychać 21 lutego 2005 roku, na trzy dni przed siedemdziesiątymi szóstymi urodzinami Zdzisława Beksińskiego. Ostatnia rodzina zamknęła się w dusznych wnętrzach warszawskiego mieszkania, w cieple czterech ścian, w mieszance nienawiści, smutku i jakiejś bliżej nieokreślonej, zniekształconej formie miłości.

Gazing at people, some hand in hand,/ Just what I’m going through they can’t understand./ Some try to tell me, thoughts they cannot defend,/ Just what you want to be, you will be in the end.

Długo zastanawiałam się, co mogłabym napisać o najnowszym filmie Matuszyńskiego, co powinnam zrobić, by całkowicie wykluczyć możliwość zniechęcenia kogokolwiek najpierw do pójścia na film, a potem do obejrzenia obrazów ojca i posłuchania trójkowych audycji syna. Po godzinach wypełnionych obsesyjnymi myślami moja głowa stanowczo sprzeciwiła się ich dalszej produkcji i sprawiła, że podjęłam dojrzałą decyzję oszczędzenia wszystkim wokół okrzyków zachwytu rozlegających się zewsząd, bo Złote Lwy, Gdynia, Locarno, zaraz Cannes i Oscary.

kd8ktkqturbxy82mdjmm2zmmdc2ntdmmzm0nzvinzblzjc4oda1y2u3ni5qcgvnkpudagvnbadnakctbc0dim0bwg

Beksińscy żyli muzyką. Może to jedyna podróż, w którą będę w stanie Was zabrać.

Happiness is easy/Joy be written on the earth/And the sky above/Jesus star that shines so bright/Gather us in love.

Za dwoma mężczyznami skrywa się kobieta. Na imię ma Zofia. Kiedy patrzyłam na Zofię, mimowolnie zaczynałam myśleć: „z wykształcenia romanistka, z powołania żona Zdzisława Beksińskiego”, bo życie Zofii kręci się wokół jej dwóch mężczyzn — jednego malującego śmierć, drugiego ze śmiercią we wnętrzu. Zofia choruje w ukryciu, połyka w kuchennym zaciszu malutkie niczym koraliki białe pastylki. Synowi posprząta w mieszkaniu, mężowi ugotuje obiad, by móc obserwować, jak łapczywie połyka kolejne kęsy, popijając colą. Bez Zofii życie ma tylko trochę mniej barw.

maxresdefault

W rolę Zofii Beksińskiej wcieliła się Aleksandra Konieczna, zdobywczyni nagrody za główną rolę kobiecą podczas gdyńskiego Festiwalu. Aktorka stworzyła wyrazistą postać, która swoim wycofaniem potrafiła przebić się przez mur komplikacji duszy męża i syna, która będąc najcichszą osobą w rodzinie Beksińskich, była równocześnie jej trzonem, do której należała samochodowa kierownica i ostatnie słowo.

When I was a little boy, they would say to me/Don’t go in the world and play, it’s bad company/All they had was child and faith/Let him grow and let him wait/Just to find what it was to be free/Now I’m over twenty one, growing up I’ve had my fun/And I know it’s got to be/Baby lying in a womb, are you free or in a tomb?/Let me in I feel I wanna cry. 

Dawid Ogrodnik to według większości najsłabszy punkt „Ostatniej rodziny”, podobno nie do końca wiernie przedstawiony, zbyt szalenie, introwertycznie, aspołecznie, jakby scenariusz zdecydował się odebrać mu wszystkie zmysły. Na ekranie widzimy sceny, kiedy Tomek wbiega do domu rodziców, zaczyna zrzucać wszystkie naczynia leżące na półkach, błaga matkę na kolanach, by pomogła mu poradzić sobie z dziewczyną, która nie chce wyjść z łazienki. Tomek tak samo jak rozpaczliwie błaga drugiego człowieka o pomoc, dokładnie tak samo ją odrzuca. Rodzice wychodzą na spacery, by sprawdzać, czy ich syn nadal żyje, czy przypadkiem niegdyś rozwieszane w Sanoku nekrologi nie stały się rzeczywistością.

Kiedy patrzyłam na Zofię, mimowolnie zaczynałam myśleć: “z wykształcenia romanistka, z powołania żona Zdzisława Beksińskiego”, bo życie Zofii kręci się wokół jej dwóch mężczyzn — jednego malującego śmierć, drugiego ze śmiercią we wnętrzu.

Mi taki Ogrodnik wystarczył. Wystarczył mi na tyle, by swoim brakiem zrównoważenia emocjonalnego zrównoważył zimno czterech ścian i brak czułości Zdzisława i Zofii. Jednak
w „Ostatniej rodzinie” nikt nie obwinia rodziców, nie wytyka palcem błędów wychowawczych, które popełnili w przeszłości, nie kreuje postaci skrzywdzonego syna. Matuszyński pozostawia nam wolność myślenia, interpretowania, miłości albo nienawiści w stosunku do bohaterów. Wolność kreowania bohaterów w naszej głowie, taką samą, jakiej pragnął Zdzisław Beksiński w swojej sztuce.

and resentment rides high,/but emotions won’t grow,/and we’re changing our ways, taking different roads.

then love, love will tear us apart again./love, love will tear us apart again

Słowa z założenia ograniczają dużo bardziej niż obraz, czy gest. Kiedy kilka lat temu zupełnie przypadkiem, w natłoku telewizyjnych obrazów spotkałam sztukę Zdzisława Beksińskiego, utwierdziłam się w przekonaniu, że ludzka wyobraźnia jest w stanie wyjść poza ramy ziemskich uczuć, miejsc i słów. Ja mam jedynie słowa, dlatego mogę tylko napisać, że warto jest pójść do kina, zanurzyć się w dotychczas niedostępnym świecie Beksińskich i utonąć w emocjach. Zaczynam być patetyczna, a przecież podstawową wartością “Ostatniej rodziny” jest pozbawienie jej jakichkolwiek odcieni ckliwości i nadanie jej możliwie najbardziej człowieczego wymiaru. Bo to opowieść o ludziach. Tylko że Zofia miała Tomka i Zdzisława, Zdzisław miał Zofię i obrazy, Tomek miał muzykę. Dla ostatniego z rodu zabrakło drugiego człowieka.

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s