Zwyczajna-nadzwyczajna życzliwość

Maria Stachecka

 

Sopot, a dokładniej Plac Przyjaciół Sopotu. Niedziela, 13 listopada. Około godziny 13:30. Skonfundowani przechodnie patrzą się na wysokiego młodzieńca rozdającego pomarańczowe i niebieskie koszulki zebranej wokół niego grupce osób. Na oko wszyscy mają po kilkanaście lat. Po głębszej analizie można namierzyć w grupce małą dziewczynkę oraz kilku dorosłych. W bocznej uliczce zaczyna grać skoczna muzyka, jednak niewielu to zauważa. To dopiero próba. Przed czym?

Nareszcie się zaczyna. Jednak z głośników rozbrzmiewa spokojna melodia, zupełnie różna od tej słyszanej kilka minut wcześniej. Jednak na środek placu wylewa się fala ludzi ubranych w podobne koszulki i zastyga. W parach lub pojedynczo, każdy w innej pozycji. Przytulają się, układają z dłoni serduszka, trzymają się za ręce. Czy to jakaś nowo moda czy wyzwanie wylansowane na portalach społecznościowych? W żadnym wypadku! To tylko (albo aż) pierwsza część akcji Dance For Kindness! Każda z pozycji freezemobu ma swoje silne powiązanie z wizją bycia życzliwym. Później cała grupa, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zaczyna tańczyć. Jednak nie są to freestylowe popisy, lecz dopracowany układ choreograficzny. W uszach dźwięczy muzyka znana z wcześniej wspomnianej uliczki. W ciągu tańca uśmiechy nie schodzą z twarzy tancerzy. Po zakończonym flashmobie uczestnicy wbiegają w tłum przechodniów rozdając karteczki formatu wizytówek- akty życzliwości. Na każdym z nich jest napisany dobry uczynek będący zadaniem do wypełnienia przez otrzymującego. Po jego wykonaniu ma on przekazać akt życzliwości następnej osobie. Tym sposobem kilkaset karteczek może dotrzeć do wielu tysięcy ludzi. Karteczki można uznać za nośnik pozytywnej energii i życzliwości.

Właśnie o życzliwość w całym przedsięwzięciu chodzi. Bycie pomocnym, otwartym i wrażliwym w codziennym życiu mogło zostać przez wielu zapomniane lub zaniedbane. Life Vest Inside poprzez Dance For Kindness próbuje jakoś tej degradacji pozytywnych zachowań przeciwdziałać. Czy ma to sens?

Zauważyłam, że przedsięwzięcia typu DFK mogą być pojmowane jako jednorazowe wyskoki młodzieży, która tuptając w kolorowych koszulkach z uśmiechem przyklejonym do twarzy pokazuje jak lubi się bawić. Taki odbiór sugerują miny i komentarze gapiów, wśród których miałam wątpliwą przyjemność spacerowania podczas rozdawania Acts of Kindness. „Nic tylko bzdety im w głowie” – usłyszałam od jednej z pań. Sama jednak byłam w pomarańczowej koszulce. Sama tańczyłam. Pofatygowałam się wcześniej by uczestniczyć w próbie. Brałam czynny udział. Dlaczego? Ponieważ życzliwość i postrzeganie jej jako coś normalnego wymiera.

Z autopsji:

Siedząc na łóżku moja koleżanka próbowała dosięgnąć karton soku stojący na podłodze. Trąciła go tak, że się przewrócił. Nie było możliwości, by go dosięgnęła z ówczesnej pozycji. Widząc to, wstałam od biurka, podniosłam napój z podłogi i podałam koleżance. Ona natomiast zamiast zwykłego „Dzięki” zapytała, co mi się stało. Zdębiałam. Czy drobne gesty, dobre uczynki, tracą swoją normalność? Najwyraźniej tak wygląda.

Chciałabym, żeby zwyczajność życzliwości się odrodziła. Żeby ludzie przestali obrzucać się bluzgami „bo to normalne”. Żeby ludzie potrafili uśmiechnąć się do siebie na ulicy. Żeby można było poczuć ciepło promieniujące ze środka każdego człowieka. Czy to znak dziejowy? Trudno to stwierdzić, jednak jeśli czytają to osoby, które twierdzą, że zwyczajność życzliwości nigdy nie istniała, to zmieniam mój postulat: niech normalność życzliwości zaistnieje wśród ludzi. Nie tylko w pomarańczy i błękicie, lecz we wszystkich kolorach koszulek.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s