Polska rodzina ma być jak w islamie

Nie znam się, więc się wypowiem. Pół biedy, jak chociaż jest taka świadomość. Wydaje mi się, że się znam, więc się wypowiem to znacznie gorszy przypadek. 

Planuję zdawać w tym roku maturę z WoS-u, więc naturalnie przyciągnął mnie nagłówek »To nie jest tradycyjna rodzina«. Kuriozalne zadanie na próbnej maturze z WOS. Niżej zdjęcie mężczyzny pochylonego nad wózkiem. Chodzi o arkusz wydawnictwa Operon, który w listopadzie tego roku pisała część tegorocznych maturzystów. Zadanie polega na ocenie, czy obrazek przedstawia tradycyjny model rodziny.

Nie, myślę. Omawialiśmy temat rodziny już ponad rok temu, ale rodzina tradycyjna kojarzy mi się z porządkiem patriarchalnym, a więc takim, w którym podział ról na męskie i żeńskie jest wyraźny. Czytam resztę artykułu niezbyt uważnie. Z kilku wypowiedzi wnioskuję, że zarzuty tyczą się głownie niedokładności obrazka. Zawieszam na nim oko. Hm, rzeczywiście. Ojciec z wózkiem. Co to właściwie mówi o układzie w rodzinie? Pomyślałam w sposób schematyczny i stereotypowy, automatycznie przypisując zdjęciu charakter anty-tradycyjny. Jestem skłonna zgodzić się z tymi, którzy uważają, że wybrano obrazek za mało dosadny. Że może dla kontrastu obok niego powinno pojawić się zdjęcie pracującej kobiety, żeby wszystko było jasne.

Wrzucam linka na klasową grupę na Facebooku. Nie każdy ma takie zdanie jak ja. Jak dla mnie obrazek ma być tylko alegoryczny. Przy takim myśleniu można stwierdzić w ogóle, że dlaczego zakładamy, że mężczyzna na obrazku to ojciec, może to ojczym, albo dziecko jest sierotą porzuconą na ulicy, którą akurat zainteresował się przechodzień – pisze jedna z koleżanek. Cóż, tak też można. Wiadomo, że musiano w tej sytuacji zastosować pewne uproszczenia, ale czy nie posunięto się zbyt daleko w umowności?

Nie ma na to pytanie poprawnej odpowiedzi, ale tak naprawdę nie chodzi mi o refleksję nad nieprecyzyjnymi pytaniami maturalnymi (co, na marginesie, też jest dosyć ciekawym społeczno-szkolnym zagadnieniem, szczególnie jak się posłucha biolchemów).

Dzień po ukazaniu się artykułu na łamach portalu kobieta.wp.pl mam lekcję WoS-u. Rozmowa na temat pytania o model rodziny zmusza mnie do ponownego przeczytania artykułu. I komentarzy. Chyba przede wszystkim komentarzy. Wydaje mi się, że można na ich przykładzie zaobserwować pewne społeczne zjawisko, więc żeby być wiarygodna, pozwolę sobie przywołać ich kilka.

To co się dzieje jest straszne… Nasz kraj cofa się w rozwoju… Zero wolności słowa. Rząd chce byśmy mówili, robili i myśleli tak jak oni chcą.

Czyli ma być jednak tak, jak w islamie?

Durnota wynikająca z sugestii oceny odpowiedzi jest porażająca. Na tak postawione pytanie odpowiedź poprawna to każda, jaką samodzielnie napisze uczeń. Każda próba wyłaniania prawidłowej odpowiedzi świadczy o tym, że młodzieży nie chcemy uczyć, tylko indoktrynować.

Który z rodziców więcej czasu spędza z dzieckiem, a który więcej pracuje, jest kwestią indywidualną każdej rodziny. A to zadanie po prostu nie ma sensu.

Nie Ty będziesz ustalał co jest tradycja a co nie. Zdjęcie jest prawdziwe i dobre.

Wcale nie chodzi o obrazek. Pomyliłam się w ocenie tego, co tak naprawdę wywołało kontrowersję. Dotarcie do jej źródła nie było przyjemnym doświadczeniem. Po pierwsze, odnoszę wrażenie, że ludzie myślą, że WoS to przedmiot, na którym można pisać, co się nam wydaje. Uważają, że nie muszą mieć żadnej wiedzy, bo wystarczy, że powiedzą to, co myślą. Prawdopodobnie niskie wyniki matury rozszerzonej w skali kraju są skutkiem właśnie takiego podejścia. Według informacji, jakie można znaleźć na stronie Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, w latach 2005-2016 wahały się w okolicach 30-55%. Najgorsze były w 2012, 2015 i 2016 roku, kiedy wynosiły kolejno 38%, 26% i 27%. W ciągu tych lat Polską rządziły różne opcje polityczne, więc wydaje się, że kiepskie wyniki nie są skutkiem opresyjnych rządów.

Kolejną sprawą, którą dobrze by było wyjaśnić, to czym właściwie jest ten diabelski, podszyty indoktrynacją WoS. W szkole ponadgimnazjalnej na ten przedmiot składają się cztery działy: socjologia, politologia, prawo i stosunki międzynarodowe. Każda z tych nauk posiada swoistą nomenklaturę. Rodzina tradycyjna to nie przypadkowe sformułowanie, tylko pojęcie o ściśle określonym znaczeniu w socjologii. Jest to termin niewartościujący, odnoszący się do historii, kultury i wartości konserwatywnych. Do niedawna kobiety nie pracowały, tylko zajmowały się domem. To nie jest opinia, tylko fakt. Tak było (i czasami nadal jest) i rodzina tradycyjna właśnie do tej przeszłości (w niektórych przypadkach zmieszanych z teraźniejszością) się odnosi. Co to ma wspólnego z indoktrynacją? A co z obecną władzą?

W sumie wszystko, co napisałam do tej pory, można uznać za wstęp (albo całość za tekst napisany n-i-e-t-r-a-d-y-c-y-j-n-i-e), bo właściwa obserwacja, jaką chciałam się podzielić, dotyczy semantyki. Słownikowa definicja słowa tradycyjny została zastąpiona w powszechnym rozumieniu zupełnie innym znaczeniem. Z komentarzy pod artykułem na Wirtualnej Polsce można wywnioskować, że dla części ludzi tradycyjny równa się dobry, pozytywny, poprawny. I chyba w tym przesunięciu znaczeń należało by się doszukiwać źródeł nieporozumienia, zaraz obok niewiedzy.

Ania Gierman

Wszystkie zacytowane komentarze pochodzą stąd: http://kobieta.wp.pl/to-nie-jest-tradycyjna-rodzina-kuriozalne-zadanie-na-probnej-maturze-z-wos-6064123509671041a

Usunęłam z nich emotikony i błędy językowe, mam nadzieję, że autorzy wybaczą tę drobną indoktrynację czytelników na poprawność. W końcu kim ja jestem, żeby decydować, co jest poprawne, a co nie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s